Radosna (choć może nie do końca) twórczość

– Kochanie, długo jeszcze? – zapytał. Dość głośno.

– Jeszcze chwilę, no – odkrzyknęła z toalety. – Pali się gdzieś?

Nie paliło się, ale on miał dość czekania. Spędził cały dzień w męczącej pracy, i gdy już wrócił do domu, odgrzał obiad, zrobił herbatę dla siebie i kawę dla niej, odpalił serial, chciał po prostu zjeść, wypić i zrelaksować się. Ale nie. Znów musiał czekać.

Para unosiła się z kufla z herbatą, na którym wygrawerowane było logo jego ulubionego zespołu. Para unosiła się też znad obiadu. Stygł. Wiedział, że paruje również kawa jego ukochanej, ale w tej chwili miał to serdecznie i głęboko w dupie. Niech będzie zimna, pomyślał, następnym razem się pośpieszy.

Rozwalił się wygodniej na kanapie, odchylił głowę na zagłówek i zaczął wpatrywać się w krzywy i niezbyt czysty sufit. To mieszkanie jest… chujowe, pomyślał. Zupełnie jak moje rysunki. No, ale ja przecież nie umiem rysować. Nawet jeśli ona twierdzi inaczej.

– Jeszcze tylko umyję ręce! – usłyszał krzyk z łazienki.

A myj je sobie. A ja sobie porysuję.

Wziął czystą kartkę z drukarki. Jakiś rok temu w pilnej potrzebie z rozpędu wpadł do Empiku. I bez namysłu kupił trzy ryzy papieru. Gdy wrócił do domu z zakupem, coś go olśniło, położył ciężką torbę na podłodze i dobitnie zawołał: – JA PIERDOLĘ! Teraz miał zapas papieru na jeszcze długi czas. Zapas ołówków również.

Kilka lat wstecz ściągnął z internetu profesjonalny kurs rysowania. Z zapałem zabrał się do szkicowania. Zatrzymał się na rysowaniu kuli. Stwierdził, że rysowanie nie jest dla niego, i w zasadzie chuj z tym. Co jakiś czas rysował jakieś pierdoły, czasem zabawne, czasem nie. Dla samego rysowania.

Nie dostałby za to złamanego centa od żadnej, nawet najgorszej gazetki.

Teraz znów miał ochotę coś narysować. Bez wyraźnego planu, bez jakiegokolwiek pomysłu. Prowadził ołówek po kartce usztywnionej zeszytem w twardej oprawie, tworząc coś, co nawet jemu samemu wydawało się nieprawdopodobne.

– Yyyy… Co to kurwa jest? – padło pytanie z odległości dwudziestu centymetrów.

– O, już wróciłaś? – odpowiedział pytaniem na pytanie. A w myślach dodał: Idź sobie jeszcze, kurwa, uczesać włosy w nosie. Ja tu tworzę.

Uwaliła się obok niego na kanapie, przytuliła i cmoknęła w policzek. Zaczęła jeść, popijając kawą.

– Chłodna. – Skrzywiła się.

Było dłużej siedzieć w kiblu, pomyślał. I rysował dalej.

Ona spojrzała mu przez ramię, a wyraz niedowierzania mrużył jedno jej oko, a poszerzał drugie. Innymi słowy – miała bardzo nietęgą minę.

– Czy… czy to krowa? – zapytała niepewnie.

– Ano. Chyba. Może. Nie wiem – odparł, zgodnie z prawdą zresztą. – To jakieś dziwne połączenie krowy, żółwia, kury z ogonem wyrastającym wprost z odbytu, profesora nauk i patrioty.

– A to, to tutaj, to kamień, czy kupa?

Zastanowił się.

– Nie wiem. Wrzucę to do internetu. Niech inni się zastanawiają.

Share This:

No Comments

Leave a Comment