Resortowe dzieci. Media

Resortowe Dziennikarze W końcu, po wielu bulah zakończyłem lekturę tego hitu ostatnich miesięcy. Powiem szczerze, że sceptycznie do tego podchodziłem, i, jak się okazało, słusznie…

Książka nie tylko wagowo okazała się ciężka… A cóż mamy w środku? Drzewa genealogiczne dziennikarzy, reporterów, prezenterów z… no, zewsząd. Pełno jest dokumentów, pism, zobowiązań wobec SB, pogrążających cytatów, rodowodów. Ale co mnie uderzyło na samym początku, a czego się nie spodziewałem – totalna apoteoza PiSu, Macierewicza, hardej katoprawicy. To naprawdę aż bije po oczach. Temat jest bardzo ciekawy, ale wydaje mi się, że autorzy przekroczyli granice rzetelności dziennikarskiej (o której w książce mowa jest dość często…) i zaokrętowali się na jachcie o wdzięcznym imieniu „Nadgorliwość”. Ton niektórych fragmentów jest drwiący, jakby chcieli powiedzieć „myśleliście, że się wam upiecze, a tu chuja, my, prawi dziennikarze, dorwaliśmy was, zasrańcy”.
Książka jest bardzo męcząca. I mam dylemat, jak ją brać…
Jeśli choć połowa z tego, co napisali, jest prawdą, to żyjemy w najbardziej przewalonym kraju na świecie. To istny Matrix, w którym nic nie jest takie, jak nam przedstawiają. Nikt już nie jest wiarygodny.
Ale pewności nie mam, co do tego, co jest prawdziwe, a co nie. Przecież nie sprawdzę, czy faktycznie operowali na danych z IPN. Poza tym, nawet tam dokumenty mogą być sfałszowane…

Niemniej jednak, mimo niesmaku pozostałego po lekturze tego dzieła, uważam ją za dość ciekawe doświadczenie.

A co do zdjęcia – tak mi się lampa świetlła, że Lis wygląda jak…

Share This:

No Comments

Leave a Comment