Samo zaniedbanie

Bez myśli i mowy, a uczynek czynię właśnie teraz.
Tak, zaniedbałem blogaska.
Tak, nie mam czasu ani weny.
Tak, mam sporo pracy i sporo stresu.
Nie, nie zapomniałem o… no, tych nielicznych co od czasu do czasu tu zaglądają.
Mogę jedynie obiecać, że gdy moja sytuacja finansowo-finansowa się ustabilizuje, zacznę pisać znów. Planuję nawet wrócić do czytania Pisma Świętego, żeby mieć po czym pojeździć. Bo na razie to wszyscy jeździmy po debilach, którzy chcą przyjąć „uchodźców” chcących sobie wstawić nowe zęby w rajskiej Jewropie. O niebezpieczeństwach przyjmowania oraz bezsensie i skurwierniu obiecywania im socjalu nie chce mi się pisać – poszukajcie sobie w internetach.
Na zakończenie tego wpisu wstawiam zdjęcie, które Mojej Lubej przydało nadziei (czy to czyni owe zdjęcie przydawką…?)
maskotka-ksiezniczka-swinka-peppa-pig-16-19-cm-3312096573 Koleś nawet trochę z mordy podobny do mnie. Skoro jemu (albo jego sfotoszopowanemu sobowtórowi) się udało, to dlaczego nie mnie?
Zresztą wznowiłem trening, którego efekty odczuwam, i to dosyć dotkliwie, więc… Możemy upiec dwie pieczenie na przysłowiowym ogniu. Grubas schudnie i będzie miał siłę żeby kopać przyjezdnych dybiących na życie i cnotę Damy jego serca.

…tymczasem w TV usłyszałem: „PROGRAM ZAWIERA EFEKTY STROBOSKOPOWE” – „Kosmiczna misja”. Serial jakiś, czy co…
To ja wracam do pracy. Tęsknijcie za mną i pamiętajcie wpadać co czas jakiś. Może coś się pojawi.
A jak nie to niech Wam ziemia lekką będzie.
Hue.

Share This:

No Comments

Leave a Comment