Serce jest jak kot…

…tylko ma 7 żyć.

Według „Bezuzyteczna.pl- Codzienna dawka wiedzy bezuzytecznej”: „Przeciętnie człowiek zakochuje się 7 razy w życiu.”
Statystyka. Gdzieś w internecie krążą dyskusje na ten temat.
Wielu się nie zgadza, bo „prawdziwa miłość zdarza się tylko raz”.
Tak naprawdę…jak zdefiniować miłość? Motylki w brzuchu? Chęć bycia z TĄ osobą? Pragnienie szczęścia dla TEJ osoby? Wypadkowa tego wszystkiego? A jeśli bycie i szczęście wykluczają się wzajemnie?

Jedno jest faktem – miłość to coś dziwnego. I mają w tym udział procesy biologiczne i chemiczne. Na pewno przebywanie razem i robienie wielu rzeczy razem utrzymują to. Na pewno nie robi tego siedzenie w fotelu i oglądanie w kółko telewizji. Odczucia fizyczne jak najbardziej pomagają, seks, przytulanie, pocałunki. Endorfina, oksytocyna, fenyloetyloamina. Czysta biologia i chemia. Kiedyś słyszałem, że najczęściej zakochujemy się w osobach, które mają w dużym procencie odmienne DNA od naszego. Osoby takie wydzielają hormony, czy feromony, które nas przyciągają. Och, biologiczny romantyzm.
Kiedy indziej słyszałem, że kobiety w każdym etapie cyklu miesiączkowego kleją się do innych facetów. Czyli jak są płodne, to mam szanse, bo podobno mam predyspozycje na bycie dobrym ojcem. Jupi!

Trochę to jednak smutne, że biologia, a więc coś, na co nie mamy wpływu, ma wpływ na nasze życie uczuciowe. Na fizjologię czemu nie, ale ZOSTAWCIE MOJE UCZUCIA, GŁUPIE HORMONY!

Nie wiem jak to jest. Wiem jednak, że jeśli mam w życiu 7 razy się zakochać, to jeszcze cztery razy będę miał przejebane.

I -> A.
II -> A.
III -> A.

Stosuję oczywiście zdrobnienia imion. Haha, naginam rzeczywistość do uzyskania efektu. Jestem geniuszem zła.

Geniusz zła

I. Pierwsza miłość (Poprzednie też tak nazwijmy, choć niby nie były. Może kiedyś Wam opowiem. Brodata menda i tak wie). Pierwszy raz planowałem coś. Pierwszy raz NAPRAWDĘ czułem, że jestem…kimś? I pierwszy raz uderzony zostałem takim zainteresowaniem płci przeciwnej ze wszystkich stron. No i oczywiście…wykorzystałem to. Poczułem się macho. Mój związek oczywiście się rozleciał. Miało to swoje dobre strony. Na chwilę. Wróciłem do przyjaciół.

II. Pojawiła się w trakcie I. To było coś…cudownego. Zresztą opisywane niejednokrotnie na łamach tego bloga. Wiecie też jak się to skończyło…a właściwie kończyło przez długi czas. W całym swoim geniuszu chciałem wytworzyć sztucznie III, żeby móc zerwać ten syf, który mnie męczył…

…no a III wytworzona sztucznie oszołomiła i opanowała mnie do tego stopnia, że stała się…prawdziwa. Przez swoje chore jazdy niestety zniszczyłem przyjaźń, która chyba miała jakieś szanse na przyszłość…zdusiłem III, chciałem ostatecznie rozprawić się z II, która ostatecznie zniszczyła mnie. A ja, próbując radzić sobie w tym psychologicznym gównie, zacząłem tworzyć swój świat (również opisany), a ten świat zaczął bez mojej zgody żyć własnym życiem. Parametry zaczęły się zmieniać. Czarne stało się bladozłote. Pokój zmienił się w plażę nocą. Zaczęły nawiedzać mnie sny. Z Nią. na początku mało szczegółowe. Ot, siedzimy przytuleni. Teraz (poprzedni wpis) śniło mi się wspomnienie. Noc 12-13.07.2011. Mindfuck.

III wzywa. Zastanawiam się, czy próbować to zdusić, czy poczekać aż samo zgaśnie. Bo na pewno nie będę znów szukał substytutów. Jeden w postaci J. działał przez chwilę. I co? I g…óralka straszy słoni stado.

Na III się nie skończy, warunki początkowe i brzegowe na to nie pozwalają.
Czekają mnie jeszcze cztery rozczarowania, i wtedy będzie można się w końcu zabić.

Chciałbym być jak on:

twardziel

Kurwa, kiedy zdarzy się coś pozytywnego, o czym mógłbym tu napisać? Wychodzi na to, że piszę jakiegoś emo bloga O_o

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.