Ślepowidzenie (Blindsight)

Gdy kupowałem tę książkę kilka lat temu, nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Pracowałem wtedy w jednej z kolejnych księgarnio-hurtowni internetowych, nie pierwszej i nie ostatniej, i ta powieść po prostu dobrze się sprzedawała. Jako że od lat najmłodszych jestem miłośnikiem fantastyki, pozycję zakupiłem i odtąd czekała cierpliwie na swoją kolej.

Czym jest ślepowidzenie, nie odnosząc się do samej powieści? Wikipedia określa to jako „zespół widzenia mimo ślepoty”. Sytuacja, w której nie widzimy nic, z powodu oślepienia blaskiem, ogłuszenia, zamroczenia. Nie widzimy, jest ciemno, czarno, wisimy w przestrzeni, w której lada chwila stracimy równowagę. Ale podświadomie zasłaniamy się przed spadającymi na nas razami, wiemy, kiedy wyciągnąć rękę, by złapać się, chroniąc przed upadkiem. Tak, jakby mimo odłączenia nerwu wzrokowego, nasza podświadomość widziała to, co mamy przed oczyma i reagowała za nas. Zresztą podświadomość jest takim osobnym organizmem w naszym mózgu. Kto nie wie, ten się kiedyś dowie.

Oprócz ślepowidzenia mogą też istnieć śleposłyszenie, czy ślepowęch. My nie odczuwamy odbioru bodźców, podczas gdy nasza podświadomość owszem, i w związku z tym przejmuje opiekę nad całym organizmem. Chyba, że jest zwyczajnie złośliwa.

Na pewno kojarzycie motyw Pierwszego Kontaktu. Opowieść o pierwszym spotkaniu gatunku homo sapiens z inteligencją pozaziemską. Zazwyczaj obcy mieli dwie nogi i dwie ręce, albo i więcej, ale mniej lub bardziej przypominali człowieka. Nie byli czymś zupełnie obcym, mogliśmy dostrzec bardzo wiele podobieństw między dwiema rasami. Tak było w Marsjanie atakują, seriach Obcy, Predator, w uniwersum Gwiezdnych Wojen czy Star Treka. Peter Watts wywraca to wszystko do góry nogami. Jego obcy nie przypominają niczego, co kiedykolwiek widziałem, czy o czym czytałem. Jako że autor jest z wykształcenia biologiem morskim, można się było spodziewać, że istoty z kosmosu będą przypominać przedstawicieli któregoś gatunku zamieszkującego głębiny. Ale czyż ocean nie jest swego rodzaju kosmosem, tak samo nieznanym jak przestrzeń gwiezdna?

To, co niepokoi w Ślepowidzeniu najbardziej, to to, że obcy mogą nie być inteligentni. Mogą zupełnie przypadkowo, jak małpy walące w klawisze i na chybił trafił piszące Hamleta, rozwijać się, podróżować przez przestrzeń kosmiczną, atakować nas, a nawet z nami rozmawiać. Watts wykorzystuje tu koncepcję chińskiego pokoju, która pozwala rozwiązywać skomplikowane nawet zadania matematyczne bez konieczności rozumienia ich. Obcy, podobni do wężowidła, mogą nie być inteligentni, ani świadomi swego istnienia i swoich możliwości. Mogą po prostu automatycznie, nieświadomie dostosowywać swoje postępowanie do wzorców postępowania ludzi, którzy dla nich też są obcy. Mogą, ale nie muszą. Mogą być jednocześnie świadomi i inteligentni, i na tyle sprytni, żeby to przed badaczami ukrywać.

Że zaś inteligencja i samoświadomość mogą nie iść w parze, Peter Watts dobitnie daje wyraz, podając przykłady choćby z naszego najbliższego otoczenia. Spośród naszych najbliższych krewnych. Małp.

Co do postaci, autor sprytnie skonstruował je wszystkie tak, by wpasowywały się w filozofię powieści. Każda ma jakieś, minimalne chociażby problemy z samoświadomością, każda musi walczyć z brakami (lub nie) swojej inteligencji. Wskrzesił nawet boczną gałąź ewolucyjną homo sapiens, wampira, łącząc jego umysł z komputerem pokładowym statku, którym cała drużyna leci w kosmos, na spotkanie nieznanego. Czy dowódca powstrzyma swoje drapieżne zapędy? Czy załoga, odczuwając pierwotny lęk i mająca poczucie bycia „mięchem”, wypełni swoje zadanie? Czy wszyscy działają zgodnie z własną wolą, czy nikt nie jest manipulowany ani sterowany? Rzeczywistość potrafi zaskoczyć. A autor zrobił, przynajmniej mnie, w chuja.

Podsumowując, powieść jest pełnokrwistym przedstawicielem tzw. twardej SF, zbudowanej od podstaw z dbałością o najmniejszy nawet szczególik. Może trochę męczyć (mnie na pewno) mnogość pojęć, twierdzeń i definicji, które na początku przytłaczają mikrość fabuły, jednak im dalej w kosmos, tym bardziej te proporcje się odwracają. Im bardziej zwiększał się numer czytanej strony, tym bardziej wciągałem się a akcję, tym większy niepokój odczuwałem. Ostatnie strony, przeczytane na świątecznej, ciężkiej sraczce utwierdziły mnie w przekonaniu, że zakup Ślepowidzenia był bardzo dobrą decyzją.

Polecam maniakom twardej SF, i tym , którzy uwielbiają poznawać nowe pojęcia z zakresu psychologii, socjologii i nauk ścisłych.

7/10

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.