Statysta

Dziś (och, to stwierdzenie swego czasu dość często słyszałem od Peterlina) „popadłem w rozkminę” na temat: „czy termin STATYSTA pochodzi od STATYSTYKI (dorabianie statystyk filmowi), czy też od STATYCZNEGO (bo stoi z boku, robi sztuczny tłum i generalnie chuja robi). Chodzi o to, że od pewnego czasu czuję, że jestem statystą we własnym życiu. Na uczelni przy tablicy z głupkowatym uśmiechem mówię babkom „jestem tu statystą” – przecież nie powiem „proszę wybaczyć, ale mam wypierdolone na Pani przedmiot i w ogóle na całą uczelnię”. Moje życie dzieje się jakoś obok. Owszem, w pracy robię co do mnie należy, a nawet więcej. Spotykam się czasem z ludźmi, piję piwo/coś innego (teraz muszę z tym przystopować, ze względu na wątróbkę). Ale… na antresoli stoję przy barierce i obserwuję ludzi, nad morzem stoję w wodzie i gapię się na horyzont. Obserwuję, patrzę, „rozkminiam”… i dochodzę do wniosku, że znów, jak kiedyś, w życiu nic mnie nie cieszy. Że w sumie brakuje mi kogoś obok (paradoksalnie, bo unikam jak ognia wszelkich bliższych kontaktów z płcią przeciwną). Brakuje mi celu. Takiego życiowego, do którego mógłbym dążyć. Znów o pracy: do pracy się przykładam, bo jak kiedyś nagle cel się pojawi, to przyda się pieniążek i doświadczenie. Ale w tej chwili to wynik przezorności. Chyba jedyne, co faktycznie daje mi radochę, to książki. Więc i praca, bo pracuję z książkami. Ale książki nie zapełnią mi całego życia.

No cóż, dość pierdolenia. Wracam do marnowania sobie czasu.

Bye.

Share This:

3 komentarze

  • Rudzielec Czerwiec 15, 2013 at 6:49 pm

    Wyobraź sobie, że nie tylko Ty nie widzisz sensu tego wszystkiego…

    Reply
  • Rudzielec Czerwiec 16, 2013 at 6:11 pm

    Jest chujowo, wiesz?
    Czasami coś (lub ktoś) stwarza dobre pozory. A później okazuje się być maniakiem kontroli i trzymania na przysłowiowej smyczy…

    Reply

Leave a Comment