Stetryczałeś, dziadu

Chyba dopada mnie starość. Lub, jak pisał Sapkowski, próchno, truchło i pierdzielina.

Za czasów młodości fajny był ten, co ochlapał staruszkę jadąc na rowerze, wybił szybę w sali gimnastycznej albo ukradł coś z marketu i nie został złapany. Kto „skroił” przypadkowego, młodszego jeszcze szczyla z kilku złotych, kto „ściągnął z bara” jakiegoś przechodnia.

A teraz…? A teraz mnie to nie jara. Ba, uważam to za gówniarstwo i skurwysyństwo, ale to chyba czyni mnie… normalnym?

Za to dziś, w drodze do domu z pracy, ucieszyłem się niezmiernie, widząc

jak kanar złapał pasażera na gapę

A tak, i dobrze mu tak. Coś tam się rzucał, próbował być arogancki, chciał wysiąść, ale kierowca został poproszony o nieotwieranie drzwi. I nie otworzył. Nie ruszył się z siedzenia, bowiem dwóch rosłych kanarków stanęło przy nim, tak by im nie umknął. Mam nadzieję, że zasraniec dostał zasłużony mandat.

Co prawda nie mam pewności, czy kontrolerzy mieli prawo uniemożliwiać gostkowi wyjście, ale w głębi serduszka wiem, że zrobili to, co powinni.

Na starość staję się zasadniczy

jak kanibal z pierwszego Wiedźmina – kto nie wie, niech w końcu zagra!

Jeśli jedziesz bez biletu, licz się z tym, że dostaniesz mandat. Szalbierstwo jest wykroczeniem. Korzystasz z usługi, to za nią, kurna, zapłać. Taksówkarzowi też nie płacisz, bo to złodziej, złotówa i menda? Stomatologowi nie płacisz, tylko uciekasz, bo ci się należy?

Podobnie w pracy. Kiedyś nie zwracałem uwagi na to, kto się opierdala, a kto pracuje. Ba, sam uskuteczniałem oba podejścia. A teraz mam w głowie: „dostajesz pieniądze za pracę, nie za stanie”. Dlatego, mimo że pracuję „tylko” w magazynie, to pracuję. Nie opierdalam się. A tych, co się opierdalają, opierdalam na dokładkę sam. I naprawdę wisi mi to, że po kątach słychać

ten chuj znów się przypierdala

A niech sobie gadają, to tylko kolejne pionki w moim życiu, nie chodzę do pracy na spotkania towarzyskie, tylko do pracy właśnie.

A takie podejście nie jest fair nie tylko wobec pracodawcy (wroga publicznego nr 1 według niektórych…), ale i wobec współpracowników, którzy mając nieroba za towarzysza, mają jednocześnie więcej roboty. Za te same pieniądze. A ten ćwok dostaje pieniądze za nic.

Dobijają mnie też tzw. pracownicy na telefon, ci, których przysyła agencja na jednodniowe pomoce. Według ich logiki, skoro nie pracują tu na etacie, tylko przychodzą na jeden dzień, to

przecież nie będą się przykładać

Argument, że przecież dostają za to pieniądze, więc powinni pracę wykonać porządnie, nie trafia. „Wyluzuj, stary”.

Nie, nie wyluzuję.

Nie chcesz płacić za bilet, to zapierdalaj piechotą. Nie chcesz przykładać się do pracy? To nie narzekaj, że nie dostałeś podwyżki.

Jeśli to oznaka starości, to tak, chcę być stary. Bo moje poczucie przyzwoitości najwyraźniej tego wymaga.

Nawiasem mówiąc, chyba mam siwe włosy w brodzie…

Share This:

1 Comment

  • Olga Marzec 28, 2018 at 2:32 pm

    Chyba mam podobnie 😉
    Niby nie powinnam się cieszyć z czyjegoś pecha bo go kanar złapał…a później sobie myślę, kurde…ale jaki niby pech? Przecież ta osoba świadomie jechała bez biletu, poniekąd oszukując wszystkich którzy ten bilet kupili… więc nie, też mi nie żal takich ludzi 🙂

    Reply

Leave a Comment