Święto Świętego Zombi(e)

No to zaczęło się. Teraz na sto procent mamy te party…

No dobra. Czas na Wielkanoc. Z tej okazji dzień po przeprowadzce z Borkowa do Gdańska, wynikłej w wyniku mojego wylania z pracy, pojechałem do rodziców na wioskę. Po przeprowadzce czuję jeszcze dziś (a jechałem wczoraj) plecy i mięśnie dwugłowe (hehehuehe) ud, a już pracowałem trochę w polu. Sypałem ziemię, ugniatałem ziemię, wygładzałem ziemię, siałem trawę, zasypywałem nasienie (trawy – przyp. aut.), wbijałem dzidy i wieszałem siatkę – żeby to krwiożercze zwierzę nie poryło przyszłego trawniczka.
No i boli mnie dalej…

Boli mnie również małość możliwości czytania, która przeraża mnie przed swoim nastaniem. Na Górce razem z Przemkiem wpakowaliśmy, dla ochrony przed morderczymi zarodnikami, wszystkie książki do kartonów, ostretchowaliśmy je i położyliśmy na mój własny, prywatny, magazynowy regał. Do czasu więc wyprowadzki nie mam dostępu do moich książeczek… zostawiłem na tak zwanym podorędziu kilka, między innymi resztę z Uniwersum Metro 2033, ale… mało. A się to okazało (rym) już w autobusie do Grudziądza. Wziąłem W mrok i Za horyzont, bo pomyślałem, że:

HAHA, pewnie w poniedziałek skończę W mrok, Za horyzont zacznę wówczas, jakoś to będzie.

W mrok skończyłem jeszcze w autobusie… Za horyzont przeczytane w jednej trzeciej… nie ma jeszcze nawet niedzieli… chuj w dupie…

Ale wróćmy do Świąt po Niedzieli Palmowej.
Dziś święciliśmy papu.
W kościele w Tarpnie – taka parafia. W Młodzieżowym było to jakoś ładniej zrobione. Koszyczki kładło się na uprzednio przygotowane stoły, ludzie się zbierali wokół, była modlitwa księdza/diakona/chuj wie kogo, był spokój, potem szła następna partia.
A tu… Ludzie pchają się do przodu. Potem do tyłu, nie wiedzieć czemu. Przecież przed chwilą szli do przodu! Ksiądz czytając modlitwy intonował to w sposób, który kazał mi myśleć, że robi to za karę. Koszyki ludzie trzymali każdy w łapkach. Więc księżyna lazł przez cały kościół i trzepał wodą z kropidła w przestrzeń – ok, taki zwyczaj. Ale dotarłszy do schodów, na których tłum był nieco gęstszy, wyrzucił z siebie:

– Miejsce! Tu będę szedł!

Dajcie żyć…
Po zakończeniu tego wszystkiego ludzie zaczęli się pchać jak bydło, krzyczeć do siebie (WTF?! Jakieś targowisko?) i w ogóle był chaos.
Nie podobało mi się.

Jutro może będzie lepiej. Chociaż jutro niekoniecznie pokażę się w kościele. Książka się sama nie przeczyta ;>

Share This:

No Comments

Leave a Comment