Święto Trupów 2013

Dwa dni po… ale co tam. I tak przeczytacie.

1.11.2013

Rano do kościółka. W Tarpnie, nie w Młodzieżowym. A bo to nasza parafia (po przeprowadzce), a bo to coś tam. Kij. Stałem z tyłu, nie chciało mi się siedzieć w ławce. Mszę znam na pamięć, piosenki mnie wnerwiają. Ksiądz celebrans jeszcze bardziej, bo śpiewać ledwie umie i się organiście wpieprzał. Kazanie było, zdaje się, na spontanie, albo średnio przygotowane. Ksiądz kaznodzieja jąkał się, mylił słowa, wpadał w górnolotny ton, by po chwili rzucić żartem. A może to była ironia. Nie wiem, w dupie mam.

Potem na cmentarz.

Potem do Bydzi.

Obiadzik.

Spacer po Bydzi. Nawet fajnie było. Zwiedziliśmy Wyspę Młyńską i kilka innych obiektów, których nazw ni lokalizacji nie pomnę.

Czas do domu.
Nocuję u cioci, bo…

2.11

…na 7 idę na basen, a od cioci bliżej. Tragedii nie było, 53 minuty pływania bez przerwy, 50 basenów (1250m) przepłynięte. Będzie lepiej. Pierwszy kroczek uczyniony, teraz w Gdańsku trzeba będzie się zmotywować i chodzić.

Wracałem do chaty piechtą, bo skurwe syny zlikwidowali prawie wszystkie autobusy na wioskę.

Z Krzysiem znów się nie udało spotkać. No cóż…

Ale za to spotkałem się z Jadzią. Po równo roku. Tym razem jest pełnoletnia, więc mogliśmy pić alkohol legalnie. Było miło, po czym znów musiałem wrócić do domu piechotą.

Wcześniej mama się chyba wkurwiła na księży. Byliśmy specjalnie na nieszporach za zmarłych, na których miały być wypominki za naszych zmarłych. A tu chuj. Nie było. Zapomnieli. Banda darmozjadów.

3.11

Nic się nie dzieje. Wracam dziś do Borkowa. A za chwilę zaczynam nadrabiać zaległości w czytaniu innych blogów. Mam jakieś 180 artykułów do przeczytania…

Share This:

8 komentarzy

Leave a Comment