To nie bazar

Jak pewnie / na pewno wiecie, wyprzedaję się na Allegro. Pół godziny temu dostałem maila odnośnie gierki, za którą życzę sobie 80 zł.

Mogę zaoferować 40 zł i odbiór osobisty koło Rzeszowa

To cała treść, żadnego „dzień dobry”, żadnego „pozdrawiam”, czy cokolwiek. To po pierwsze. Po drugie, zaproponowana cena to połowa tego, co chcę. Po trzecie, miałbym jeszcze zapiżdżać na drugi koniec Polski?

Odpisałem:

Do tych czterdziestu należy doliczyć bilet kolejowy z Gdańska tam i z powrotem, plus rekompensatę za absencję w pracy.

Z pozdrowieniami. Nie mam z tym problemu, bowiem pozdrowienia mam na sztywno wpisane w szablon maila, nie muszę więc o nich pamiętać.

Ludzie, co z Wami? Ja rozumiem, że czas i lokalizacja są takie, że oszczędzamy na wszystkim i szukamy oszczędności wszędzie. Ale Allegro to nie targowisko, tutaj cen się nie obniża, a raczej podwyższa, jeśli rozmawiać o licytacjach. Ale przy „Kup teraz” cena jest ustalona. Oczywiście, można się na przykład umówić na obniżkę o parę złotych, albo wysyłkę za darmo, natomiast obniżanie kwoty o połowę jest lekko bezczelne.

Z drugiej strony jednak… skoro potencjalny klient oczekuje ode mnie, że będę zapierdalał do Rzeszowa, to albo jest nieco niespełna rozumu, albo myśli, że jestem potężną firmą która wszędzie ma swoje oddziały. Więc w Rzeszowie na pewno też! A skoro jestem sieciowym sklepem, to takie targowanie się jest tym bardziej nie na miejscu.
Człowieku, czy jak idziesz do spożywczaka to targujesz się ze sprzedawcą, czy grzecznie płacisz ile wyszło na kasie?

Koniec żali. Przypomniał mi się mój świętej pamięci dziadek, który po świecie podróżował dużo, a nawet bardzo. W krajach arabskich i na szeroko pojmowanym Bliskim Wschodzie bywał również – stąd się dowiedziałem, że wyższa temperatura panuje (a przynajmniej panowała wówczas) w Jerozolimie niż w Egipcie. Ale do rzeczy. Powiedział mi więc dziadek, że na Bliskim Wschodzie patrzą źle na tych, którzy nawet nie próbują się targować. Jakby się zastanowić, to handel jest tam nie tylko sposobem na życie, ale wręcz elementem kultury. Może niektórzy pamiętają na przykład takiego typa, co zwał się Abraham. Poza próbą zabicia syna na życzenie swojego boga można powiedzieć o nim, że był bardzo bogaty. Tyle (z grubsza) wiadomo z Biblii. Zenon Kosidowski w swoich „Opowieściach biblijnych” przedstawia Abrahama (tudzież Abrama) jako kupca. Cholernie bogatego kupca. Kupca, któremu bliższy pieniądz niźli bóstwo. A że Abraham jest wspólnym korzeniem dla trzech największych religii świata, można również powiedzieć, że jest wspólnym korzeniem dla wielu kultur. I w zasadzie nie jestem pewien, czy określać go jako Żyda, Hebrajczyka czy Araba. Dla mnie jest kupcem.

Syn mojego dziadka, a mój ojciec, nauczył mnie, że targować się warto, ale oczywiście tam, gdzie targować się można. Więc na targowisku. I na większych kwotach, nie na ziemniakach czy marchewce. I w ten sposób, jak kupował mi płaszcz, z dwustu dwudziestu złotych zjechał do dwustu. Tak utargował. Niewiele? Więcej niż nic. Ja również utargowałem parę złociszy a to na spodniach, a to na butach.

Osoba, która napisała do mnie maila myślała zapewne, że jest na targowisku.
Otóż polecam udać się do pierwszego z brzegu sklepu spożywczego, zrobić zakupy za 100 zł i przy kasie próbować utargować choć złotówkę.
Życzę miłej zabawy.

Share This:

No Comments

Leave a Comment