Transformacja kolażowa

Będzie różnie, odmiennie, wielorako. Będzie dziwacznie, nielogicznie, i w ogóle to z tematu na temat. Tak jak w Kosmicznej podróży przez skojarzenia. A wszystko zaczęło się w momencie wyjścia z roboty…

No dobra, wcale nie w tym momencie. W momencie wyjścia poczułem chłód, bowiem na Monciaku zalegała mgła. A miało być tak pięknie… gdzież jesteś, słoneczko?! W tej mgle pokonałem drogę na peron SKM, odczekałem swoje, wsiadłem, rozejrzałem się i usiadłem. I wtedy ujrzałem…

W JEJ OCZACH OBŁĘD PRZEPLATA SIĘ Z LUBIEŻNOŚCIĄ

Dobra, lekka przesada. Ten tekst wypowiedział pan Stefan (ehe… na pewno… Stefan…) o koleżance z pracy (pozdrawiam Dorotę, która studiowała jednocześnie cztery (!!!!!) kierunki). Miał rację. Ale to określenie ze wspomnianą lekką jedynie przesadą pasuje do spojrzenia pewnej starszej pani, która owym spojrzeniem obdarzyła mnie w pociągu linii SKM. Nie jestem jakoś specjalnie przystojny, do szczupłości też mi daleko, a moja aparycja po całym dniu spędzonym w kuchni na pewno pozostawiała wiele do życzenia. Więc na pewno nadinterpretowałem to spojrzenie. Na pewno…

To spowodowało zejście moich myśli na inne tory. Przypomniałem sobie zdarzenie sprzed kilku lat, zdarzenie, o którym pisano w gazetach, w internecie, trąbiono, o ile mnie pamięć nie myli, w radiu i w telewizorni. Niedaleko granicy polsko-niemieckiej jakiś szesnastolatek zgwałcił osiemdziesięciolatkę. I konia. Takiego żywego. Nie wiem, co jest bardziej obrzydliwe…

ŻEBY ŻYCIE MIAŁO SMACZEK, RAZ BABUNIA, RAZ RUMACZEK

W mojej głowie zabrzmiał głos należący do pewnej świętojebliwej matrony: „Cóż za zberezeństwa! Jakieś zaburzenia! To trzeba leczyć!” I inne takie. Owszem, zgadzam się. Ale nie do końca. I zaraz posypią się tutaj gromy, bo będę bronił pedofili. Dendrofili też. I zoofili. Ba, i pedałów, i transów. Nawet heteryków. Nawet ich.

Dlaczego ich wszystkich zestawiłem razem? A mogłem dorzucić jeszcze maniaków kajdanek, sadomasoli i innych po…szukiwaczy rozkoszy zakazanych. Dlaczego? Ano dlatego, że generalnie mam ich preferencje głęboko w dupie (bez gejowskich aluzji). Niech sobie odczuwają pociąg do dzieci, do staruszek, do koni, kotów i psów, niech walą konia patrząc na koralowe ostrowy burzanu, niech brandzlują się krucyfiksami. Nic mi do tego. Dopóki nikt na tym nie cierpi, nie widzę problemu. Naprawdę nie mam nic do starych dziadów, bawiących się uschłymi pindolami podczas obserwowania baraszkujących w piaskownicy berbeciów. Poza tym, że jest to trochę obrzydliwe. Ale dziada dotykającego malucha tam, gdzie nie powinien go dotykać, robiącego krzywdę dzieciom, zajebałbym jak psa. I to jest właśnie ta granica. To jest też powód, dla którego heterycy wylądowali w tym worku. Fantazjuj sobie o czym chcesz, nawet o wkładaniu swojego fiuta w dziurę po rdzeniu kręgowym odciętej głowy. Dopóki pozostaje to w twojej głowie, nie widzę problemu. Jeśli podniesiesz rękę na drugą osobę, by urzeczywistnić swoje fantazje, poprę całym sercem lincz na tobie, skurwysynu.

CHCĄCEMU NIE DZIEJE SIĘ KRZYWDA

To nie fantazje są złe. To gwałt jest zły. Molestowanie. To, co dzieje się bez zgody uczestniczących w tym osób. Wikipedia podaje przykład boksera, który pozwala na obijanie sobie mordy na ringu, ale nie dopuszcza napadu na ulicy. Chcesz się ze mną zmierzyć? Zapraszam na ring. To znaczy nie ja, tylko hipotetyczny bokser.

Tak samo sprawa wygląda w łóżku. Chcesz być bity/bita? Poniżany/a? Poproś partnera. Ale nie zmuszaj go do tego, bo może nie mieć ochoty na takie traktowanie ciebie. Jeśli jednak tak się umówicie, to róbcie co chcecie. I trzymajcie się wyznaczonych granic. Nie ciągnij jej za włosy w autobusie. Bo to upokarzające w sferze, w której ona chce (i powinna) czuć się komfortowo.

Aż mi się dowcip przypomniał:

Spotyka się dwóch kumpli. Jeden ma limo pod okiem. Kolega więc pyta go:
– Co Ci się stało?
– No wiesz stary, żona nachyliła się do lodówki i wiesz, tak kusząco to wyglądało, te pośladki i w ogóle, że nie mogłem się opanować i wziąłem ją od tylca.
– To jak, nie lubi od tyłu, czy co?
– Lubi, ale nie w Tesco…

Wracając do zaburzeń – w dzisiejszych czasach ciągle jeszcze piętnuje się osoby o odmiennej orientacji seksualnej. Dla mnie osobiście, jak zresztą wyraziłem to wyżej, nie jest to nic złego. Każdy ma prawo kochać jak chce, o ile nie wyrządza nikomu krzywdy. Co jednak ciekawe, osoby pozostające w stanie wolnym przez dłuższy czas uważane są za takie, z którymi „jest coś nie tak”. Przystojny gość bez kobiety na pewno musi być pedałem, bo to niemożliwe, żeby żadna na niego nie poleciała. Piękna, samotna kobieta musi być lesbą, albo jest aseksualna, no bo jak to tak? A tu, niespodzianka. Oni mogą być „normalni”. Hetero. Tylko jest pewna malutka szansa, że po prostu mają chujowy charakter, i nikt nie chce się z nimi wiązać.

LAPIDARNOŚĆ PEWNYCH SŁÓW

Swego czasu rosnącą w zadziwiającym tempie popularność zdobywało nagranie „wykładu” o słowie kurwa:

Słówko chujowy może i nie posiada tak wielu znaczeń jak rzeczona kurwa, jednak w bardzo wielu przypadkach, gdy nie możemy znaleźć odpowiedniego przymiotnika, użycie chujowego może uratować sens naszej wypowiedzi. I tak, patrząc kilka linijek wyżej, gdy pisałem o „chujowym charakterze”, można się zastanawiać, jakiego innego przymiotnika mógłbym użyć. Nieodpowiedni? Hmm… ktoś ma nieodpowiedni charakter, i dlatego nikt nie chce z nim być. Nie, nie pasuje. Zły? Dno. A może denny? Może i lepiej, ale dalej nie. Słaby czy kiepski również nie pasują. Natomiast podły pasuje tylko i wyłącznie do niektórych sytuacji, gdy osoba, którą właśnie próbujemy opisać, faktycznie jest podła. Nie każdy samotnik jest kutasem, niektórzy po prostu nie umieją żyć w społeczeństwie. Używszy słowa chujowy wyobraziłem sobie (na ile abstrakcję można sobie wyobrazić) właściwy stan rzeczy. Czasem więc, gdy pogoda za oknem wydaje się być poniżej psiego tułowia, ludzie nas irytują a stan cyferkowy na koncie za nic w świecie nie chce dopisać sobie nawet jednego zera, nasze samopoczucie jest po prostu CHUJOWE. I nie potrzeba więcej pytań.

STOPIEŃ ROZWINIĘCIA SPOŁECZEŃSTWA

W zasadzie cały słownik języka polskiego można skrócić do kilku takich wieloznacznych słów, które w zależności od kontekstu byłyby inaczej przez nas interpretowane. Podobnie można by było skrócić nasz alfabet. Fuþark , jeden z alfabetów runicznych, skrócił się z 24 do 16 znaków. Co prawda słyszałem opinię, że używanie małej ilości znaków nie świadczy raczej o zbyt wysokim poziomie cywilizacyjnym, ale… no zastanówmy się, Angole mają w alfabecie 26 znaków, a uchodzą za elegancików, arystokratów i chuj wie kogo jeszcze, a Chinole mają kilkadziesiąt tysięcy znaków i… sami wiecie. I jeszcze te znaki można interpretować na różne sposoby. Jak widać stopień rozwinięcia alfabetu nie świadczy o stopniu rozwinięcia ludzi posługujących się nim. Informatycy używają tylko zer i jedynek, a patrzcie, co potrafią…
Brak danych dotyczących korelacji ilości słów w słowniku z poziomem cywilizacyjnym.

KONIEC TWEJ DROGI, WĘDROWCZE

To już koniec rozkmin. Musiałem wysiąść z eSKaeMki. Znów zdziwiłem się, jak łatwo latać myślami z tematu na temat. Zaczęło się od spojrzenia przejrzałej kobiety, skończyło na rozważaniach cywilizacyjnych.

Co jest ze mną nie tak…?

Share This:

No Comments

Leave a Comment