W drodze do wolności, niekoniecznie finansowej. I w sumie niekoniecznie wolności.

A była sobie taka książeczka, ani duża, ani mała, ani cienka, ani gruba, ot taka w sam raz rozmiarowo dopasowana do przeciętnej wytrzymałości przeciętnego czytelnika. Zwała się…

DROGA DO FINANSOWEJ WOLNOŚCI

No.
I tyle mogę o niej napisać. Tatuś pożyczył mi ją dawno temu, bym sobie odmienił mózg ku lepszemu kombinowaniu i zdobywaniu bogactwa tralalala. Doczytałem może do 1/4. Tak jak w przypadku Bogatego ojca, którego czytałem dużo (choć może nie koniecznie aż tak, wszak czas to rzecz względna) później, owa pozycja nic nowego nie wniosła do mojego dysku mózgowego podpisanego WIEDZA:\, ale w przeciwieństwie do rzeczonego Ojca nie zaciekawiła mnie na tyle, bym przeczytał ją w całości, ani nawet na tyle, bym zmienił swoje podejście. Bogaty ojciec dokonał tego.
Ale chuj w to.

Otóż Tatuś mój kochany pragnie, bym zwrócił mu jego książkę. I tu się pojawił problem, bowiem gdy Matka moja Rodzicielka jedyna przekazała mi pragnienie Męża Jej Od Lat Wielu… zbladłem. Jak ja, kurwa mać, znajdę tę małą bądź co bądź książkę w całym tym pierdolniku? Przecież 95% moich książek jest zapakowane nie w karton, a KARTONY, podkreślam Y, i wszystkie owinięte kilka razy folią…
Nie było rady. Trzeba było pruć. Pomyślałem sobie, że na pewno poszukiwany przeze mnie obiekt złośliwie siedzi w ostatnim kartonie, który będę rozpruwał. Otwierając czwarty karton pomyślałem: „na pewno będzie w ostatnim, zostały jeszcze trzy, czy cztery…”

NIE!
Była w czwartym.
Także zwycięstwo ducha nad materią, dupy nad gównem i grubasa nad tłuszczem, potem i zmęczeniem.
A czego to ja nie znalazłem przy okazji… Całe stosy książek, które już umiejscowiłem na wysokich miejscach w kolejce do czytania. Między innymi takie kwiatki jak Siódma minęła, ósma przemija, Pokażcie mi testament Adama, Opowieści biblijne, Pismo Święte, Ulisses czy Zgroza w Dunwich. To ostatnie zaraz zabieram do świątyni dumania (tak, właśnie do sracza), a za resztę zabiorę się w odpowiednim czasie.
He. He. He.

Share This:

No Comments

Leave a Comment