Weekend, na który czekałem długo

Środa – powrót. MBL (Moja Była Luba) chciała wracać ze mną. Przełożyłem wyjazd o kilka godzin. Poinformowała mnie, że nie zdąży, a ostatni pks odjeżdżał wieczorem, powrót do domu o 22. Nie wchodziło to w grę. Jechałem 15.10. MBL zrobiła awanturę (oczywiście taką zawoalowaną, jak to ona, żebym poczuł się jak gówno, a żeby ona sama nie krzyczała za głośno), że nie czekam na nią do wieczora. Nie trafił argument, że ostatni transport na moją wioskę odjeżdża o 20.30, a ona ma 10 minut piechotą do domu. A ojciec nie może po mnie przyjechać? Nie, po to jadę wcześniej, żeby tatuś mój nie musiał przed nocą jechać do miasta, kiedy mógłby już odpoczywać. Nie jest mój koń pociągowy. Ale foch. Jebać to.

Czwartek – wizyta na cmentarzu, moje poglądy na temat grobowych odwiedzin oczywiście spotkały się z niezrozumieniem. No trudno, nie musicie mnie wszyscy rozumieć (:D). Odwiedziny u rodziny w Bydgoszczy, ogołocenie z jabłek działki. 80% rum, nalewka z wiśni i cyjanku. Powrót.

Piątek – cmentarz, Urząd Skarbowy, Bank. Skurwe syny kazali mi założyć u nich konto, bo przy przelewie na moje własne będą potrącać mi 200zł…popierdoliło ich.
Wieczorem spotkanie, na które czekałem ponad rok. Lekki mindfuck, później większy, i po chwili mój mózg został zniszczony…ale bez wyrzutów sumienia, co mnie w sumie przeraża. Reszta wieczoru była równie miła…coś sobie uświadomiłem…

Sobota – Jebanie państwa i Urzędu Skarbowego – HAHAHA. Wieczorem spotkanie z Krzysiem. Wódka, chipsy, gorzkie refleksje nad życiem pozbawionym złudzeń i marzeń, ścierwem imitującym to, co powinno dawać radość. Uświadomił mi jeszcze więcej. Przeanalizowaliśmy razem mój poprzedni wieczór. Znów wróciłem do sposobu myślenia sprzed ponad roku?

Brakuje mi punktu zaczepienia. Ostatnia osoba, która nim była, MBL, zostawiła mnie jak szmatę z wydarciem w kształcie serca…szmatę, którą przecież można jeszcze użyć do wytarcia jakichś brudów. Z pretensjami, że „chyba nam przyjaźń nie wyjdzie”. No kurwa niesamowite…

…sen z soboty na niedzielę poprawił mi nastrój. W dalszym ciągu, co prawda, nie mam punktu zaczepienia…ale chociaż we śnie jakiś istnieje.

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.