Wiedźmin to gówno

Ooooo, już widzę te powykrzywiane mordy, już słyszę te wyzwiska i świst rzucanych kamieni. Te pomruki oburzenia. Te oznaki dezaprobaty. A przecież tytuł wpisu może dotyczyć filmu lub serialu? Ale nie. Nie dotyczy. Dotyczy gry.

Och, zamknijcie się już…

Nie ma się co wzburzać. Tak naprawdę nie ma większego fana Wiedźmina ode mnie, no chyba że ktoś ma jeszcze większy tyłek. Tak, opowiadania i cykl, niekiedy zwany sagą, czego sam Sapkowski się czepia (odsyłam tu: SAGA) znajdują się na pierwszym miejscu w moim serduszku jeśli chodzi o literaturę. Uważam to za arcydzieło wszech czasów.

Ale co mam do gier, które przecież dowiodły, że wspaniale przedłużają świat stworzony przez AS-a? Co mam? No to już piszę.

Trzeci Wiesiek

Zacznę od najnowszej części. Zdobywczyni wielu nagród na całym świecie, wizytówka polskiej branży gier. Majstersztyk pod każdym względem. Ideał, obiekt spuszczania się nerdów i miłośników fantasy. Ogromny, otwarty świat, wspaniałe widoki, genialna fabuła, nietuzinkowe dialogi, ciekawe postacie. No i ta muzyka… Tak, to zdecydowanie najlepsza gra, w jaką miałem okazję zagrać. Kiedykolwiek. Nie ma co tu strzępić ryja, zarówno ci, co lubią grać, jak i te dziwne stworki, co nie grają, wiedzą, że jest to dzieło wiekopomne.

Czego więc się czepiam tego Wiedźmina?

No to jedziemy dalej.

Wiedźminek najstarszy

A oto coś, co wywołało ostatnio śmiech u mojej Ukochanej. Szczególnie zaś morda Geralta. Kanciasta, blada twarz upośledzonego efektu mutacji programistycznych. Zresztą wszystkie postacie, potwory i zwierzęta wywołują podobne uczucia. Gra zestarzała się dość brzydko, a animacje siadających na dupach psów czy zrywających się do biegu przerażonych gęsi wywołują dreszcz… żeżuncji. Mistrzostwem w tej kategorii może pochwalić się wilkołak. Żal.ru.

To jest ta gra, w którą pierwszy raz zagrałem ponad dziewięć lat temu. Dostałem od kolegi (przy okazji korepetycji z matmy, o które błagała mnie jego matka) spiraconą wersję, jeszcze nie rozszerzoną. Tę pierwotną, z monstrualnie dłużącymi się czasami zapisu i wczytywania (co wkurwiało niemiłosiernie, gdy niewprawiony Maretzky co chwilę ginął w walce z barghestami) i niezróżnicowanymi kolorystycznie objektami (wszystkie utopce były identyczne, Siemko nie posiadał zarostu, co sprawiało, że nie dałoby się odróżnić go od Mikula, a Carmen wyglądała jak pospolita dziwka).

Muzyka. Co prawda dzisiaj brzmi już trochę przejrzale, jednak w dalszym ciągu trzyma klimat. Mroczny, ciężki, momentami przeszywający dreszczem. Szczególnie gdy biega się nocą po polach w Odmętach. Ciary gwarantowane.

W tę właśnie grę grałem, kiedy zamykałem się w pokoju żeby uczyć się do matury. Właściwie można powiedzieć, że moje maturalne osiągnięcia zawdzięczam Wiedźminowi właśnie, bowiem oprócz przeczytania streszczeń wszystkich lektur oprócz „Lalki” (a na maturze pisałem właśnie o „Lalce”) nie zrobiłem w kierunku zdania nic. Oprócz grania.

Grałem z rana, grałem w południe, grałem wieczorem i po nocach. Byłem zafascynowany światem przedstawionym w grze, zachwycony grafiką (młodość, naiwność…)… a ta grywalność! Do dziś uważam pierwszego Wiedźmina za bardzo dobrą grę. Fabularnie też dała radę, pomimo kilku nieścisłości czy wręcz sprzeczności logicznych, ale kto by się tym przejmował. Produkt był (i jest nadal) naprawdę udany.

No to już się pewnie domyślacie…

GÓWNO

To jest to gówno. I totalnie nie rozumiem, jak to coś może być wyżej oceniane od pierwszej części gry. No dobra, mogę zrozumieć to, że starym growym wyjadaczom nie pasował system walki w jedynce, który to był po prostu inny. Okej, walka generalnie MOŻE BYĆ w dwójce. Ale poza grafiką, znacznie poprawioną w stosunku do jedynki, ale mimo to (a może właśnie przez to) chujową, ta gra jest po prostu zjebana.

Fabularnie „trochę” kuleje. I o ile w moim odczuciu w jedynce przemieszczanie się pomiędzy lokacjami z aktu na akt było jakoś uzasadnione wydarzeniami, to w dwójce odnoszę wrażenie, że twórcy po prostu chcieli pokazać zróżnicowanie terenowe. Mamy tu do zrobienia to i tamto, gdzieś w rozmowie wypłynęło, że ktoś tam jest gdzieś, więc po załatwieniu wszystkiego tutaj, jedziemy tam gdzieś właśnie. Jeb. Nie wiem co tu robię, ale coś tu porobię, OOOOOO, coś ciekawego się dzieje. A po wszystkim… JEB. Nowa lokacja. Bo odbywa się tam jakiś zajebiście ważny zjazd. Nie kupuję tego.

Poruszanie się… w dalszym ciągu nie możemy skakać. ALE możemy wchodzić po drabinach, przeskakiwać rozpadliny, wykonywać akrobacje, jednak tylko wtedy, gdy staniemy w odpowiednim miejscu i naciśniemy wymagany klawisz akcji. Wówczas Geralt sam wykona to, co powinien. A walka na pięści? Wciskanie WSADu? NAPRAWDĘ? A ktoś tu się kurwa czepiał tego, że walka w jedynce to tylko klikanie w odpowiednim momencie?!

Chcieli też ulepszyć planszę do kości, ale coś im nie wyszło. Siłowanie na rękę wyszło tak sobie, ale może dlatego, że jestem łajzą i gibający się jak pijana małpa znacznik utrudniał mi wygraną. Cóż.

Wracając jeszcze do tego skakania (tak wiem, dwójka to nie trójka), to mogli chociaż coś zrobić z tym pierdolonym drobiem. W jedynce gęsi uciekały. Teraz niby też, ale Geralt zatrzymuje się na nich jak na ścianie. Aż chciałoby się kopnąć. Nie gęś, grę.

Udźwiękowienie również pozostawia wiele do życzenia. Głosy postaci brzmią, jakby każdy miał łeb w jakimś pudle rezonansowym. Albo jakby nagrania odbywały się w przestronnej zakrystii. Serio, ten pogłos jest wkurwiający. O ile wśród murów klasztoru czy w pierdlu ma to jakiś sens, to w dusznym lesie jest totalnie irytujące. I jeszcze ta muzyka. Pomijając fakt, że chyba ani razu nie usłyszałem głównego wiedźmińskiego motywu (może go po prostu w dwójce nie było), to ścieżka dźwiękowa jest… CHUJOWA. I bardzo często muzyka się urywa, a dialogi odbywają się w ciszy. Jest to strasznie irytujące, zwłaszcza, że ten pieprzony pogłos robi swoje.

Dlaczego wylewam żółć akurat teraz? Ano… Po przejściu trzeciego Wiedźmina razem z dodatkami pomyślałem, że nie chce mi się już odwiedzać wszystkich tych wiosek w poszukiwaniu brakujących kart do Gwinta, bo w zasadzie tyle mi zostało do zrobienia. No i te wszystkie znaki zapytania… BŁE. Ale… w sumie mam wszystkie trzy Wiedźminy, dwójkę kiedyś dostałem od rodziców na święta, a jedynkę sprawiłem sobie po jakiejś promocji w gamebooku. No to co, jedziemy od początku.

I w ten sposób po zachwytach nad trójką moja Ukochana zobaczyła TO, od CZEGO się zaczęło. Czyli pierwszego Wieśka. Ona go obśmiała, a ja się bawiłem jak małe dziecko, którym byłem przed maturą.

No i dalej, instalujemy dwójeczkę, instalujemy wszystkie te pierdolone łatki, ustawiamy detale na maksa, wczytujemy stan z jedyneczki, zaczynamy grać, i… wkurw. Zjebana mapka, używanie impulsu medalionotycznego (wkurwia, dlaczego dopiero w trójce wymyślili „wiedźmińskie zmysły”?), system walki, całościowe międzymordzie (interfejs, jakby kto pytał), i w sumie te mordy. Niby lepsze, ale jednak wciąż kanciate i… jakby… smutne? Porównajcie sobie Triss Merigold chociażby.

Trissiątka Trzy - Tri(Triss) HEHE

Według mnie ta środkowa jest chujowa, gorsza nawet od tej z 2007.

Grając teraz w dwójkę (w przerwach pomiędzy uczeniem się C#, HTML-a, CSS-a i robieniem projektów oczywiście) dotarłem do Flotsam. Nie jestem w stanie zrobić zadania z Endriagami, bo w tym pierdolonym lesie się gubię jak dziecko we mgle. Zlikwidowałem jedno gniazdo, i co dalej?

Mapka jest wkurwiająca bardziej od komarów na spływie kajakowym. Nic z niej nie wynika, nie da się jej czytać, a co najgorsze, nie można na niej stawiać znaczników. Albo można, tylko o tym nie wiem, bo żaden z pięciu przycisków mojej myszy nie wywołał efektu. Gówno więc. Nawet jedynka pozwalała na znaczniki.

Zastanawiam się, po co ja się męczę. Granie to ma być przyjemność, odstresowanie. To, że sobie coś postanowiłem, nie oznacza, że muszę to zrobić. Nie byłby to pierwszy raz, gdy zrezygnowałem z czegoś. Ale tym razem dla spokoju nerwów. Po prostu odpalę sobie trójeczkę. Od począteczku. I teraz powolutku, dokładniutko, zaliczymy 100% całej gry.

A dwójkę zostawiam tylko na pamiątkę. Pamiątkę tego, że, tak jak z brzydką dziewczyną, próbowałem, naprawdę chciałem spróbować, nawet wszedłem w to trochę, ale… no kurwa nie mogę. Żegnam.

obrazek z Triss podjebano z adresu: http://s28.postimg.org/exzadb6xp/community_image_1403990758.jpg

Share This:

6 komentarzy

  • lomcia Czerwiec 9, 2017 at 12:15 am

    bo ja wiem czy gówno… raczej kto co lubi. Książka jest świetna mimo że momentami troszkę zanudzała (np kiedy łapali Dopplera który udawał jakiegoś biznesmena i były opisy akcji i liczenie kasy, nie lubie cyferek, to nie dla mnie). Gra mnie jednak nie przekonała jakoby początek wieśka jedynki zaczął się… dziwnie. Przecież w książce umierali! a tu nagle… żyją… nie podobało mi się to ożywienie, źle to zrobione było. No cóż, choć czasami płakałam w trakcie gry bo niektóre sceny były smutne, niektóre wkurzały. Mapa w 2jce była okropna, w 3jce lepiej się poruszało i gadająca Płotka…. Nieeeeeee!

    Reply
  • Juliusz Maretzky Czerwiec 9, 2017 at 5:43 am

    OCZYWIŚCIE, że co kto lubi. Przecież ja nikogo nie zmuszam do przyjęcia jedynej słusznej (czyli mojej) ideologii 🙂
    W każdej książce zdarzają się momenty nudy. W „Imieniu róży” Eco, czy nawet w „Lodzie” (nr 2. na mojej liście) Dukaja. Ale nie umniejsza to wartości całości.
    Gadająca Płotka to według mnie jeden z lepszych questów w grach w ogóle. I ten głos Wojtka Manna. Mmm… 🙂
    No i wreszcie… bardzo dobrze napisałaś. UMIERALI. Nie umarli. Nie było napisane o ich śmierci. Co więcej, trafili GDZIEŚ. Na pod jabłonki. Geralt był obandażowany, a po co trupowi bandaże? 🙂 AS zostawił zakończenie otwarte.
    Co prawda w jedynce początek jest dość mętny, ale wówczas Redzi sami nie wiedzieli, że stworzą kontynuację. Jednak, w moim odczuciu, fabularnie dość zgrabnie się z tego wyłgali 🙂

    Reply
  • czysciecmorrisona Czerwiec 10, 2017 at 5:57 am

    O yeah bitches! Wreszcie znalazłem kogoś kto pisze w sposób podobny do mojego pióra;-)!
    Zacny wpis Milordzie!
    A terez merytorycznie. Ja książki pochłaniam jak gliniarz donaty. Ale Wiesiek nadal jest dla mnie tajemnicą. Coś mi w wiedźmińskiej prozie ewidentnie nie pasuje, a ilość razy kiedy zaczynałem cykl jest tak wielki, że zdanie ”Miasto płonęło” rozpoczynające historię, wryło mi się w pamięć jak sznyty w ryj Popka.
    O filmie możemy pogadać;-). Maj faking fejwerit parodi;-). W kinie kiedyś byliśmy w 3 osoby. W całym kinie! Pewnie dlatego, że zaraz na początku wyłączył się dźwięk i nie włączył już do końca, a jakoś w połowie coś się zjebało i film stracił kolory zmieniając się w dzieło z lat 30:-).
    Gry a właściwie grę wspominam miło. Co prawda jedyneczkę bo tylko w nią miałem przyjemność się bawić. Dwójki mój PC już nie dźwignął, o trójce już nie wspominam;-). Przelegendarna jest mózyka na którą w pewnym momencie złapałem taką fazę, że soundtracka woziłem w samochodzie i zarzucałem do odtwarzacza:-). Dzięki temu mogłem popieprzać przez miasto jak Geralt po bezdrożach;-).
    Będę zaglądał do Ciebie. Polubiłem Twój styl bo jest mega swojski;-).
    Zapraszam do mnie:-)!
    Pozdrawiam
    Morrison

    Reply
    • Juliusz Maretzky Czerwiec 10, 2017 at 7:48 am

      Bardzo mi miło 🙂 Nie dość, że komuś chce się czytać moje wypociny, to jeszcze obwieszcza, że mu się podobają. Ale skłamałbym mówiąc, że mnie to jakoś bardziej motywuje do pisania 😛
      Zajrzę do Ciebie, ale jak wrócę ze szkoły. Dziś sobota, trzeba się wybrać na polibudę…

      Reply
      • Czysciecmorrisona Czerwiec 10, 2017 at 11:17 am

        Nie ma co wymyślać i mówić, że nie motywuje bo motywuje cholernie🙄.
        Szkoła? Piernicz szkołę zostań ninją😉

        Reply
        • Juliusz Maretzky Czerwiec 10, 2017 at 3:35 pm

          Już kilka razy byłem ninją. Jestem już w takim wieku, że wypadałoby mieć jakieś trzy literki przed imieniem i nazwiskiem 😉

          Reply

Leave a Comment