I.

Nie był nikim wyjątkowym. Ot, zwykły student trudnego kierunku bez przyszłości. Tak przynajmniej twierdził. Dość wysoki, przez niektóre kobiety uważany za przystojnego. Ciemne kręcone włosy opadały mu do ramion, oczy, określane przez niego jako „szare i chuj”, w rzeczywistości były szaroniebieskie. Był wycofanym człowiekiem, nie zacofanym, jak to sam lubił określać. Miał znajomych, i ludzi, których określał jako przyjaciół, ale bardzo często przebywał w samotności. Potrzebował tego, albo tak mu się tylko wydawało. Wynikało to ze stanu w jakim pozostawił go ostatni związek. Nie lubił o tym mówić, ale przyjaciele wiedzieli, że ulokował uczucia najgorzej chyba jak tylko mógł. Oddał jej serce, duszę i człowieczeństwo. Została żywa skorupa. Jeśli cokolwiek pod nią zostało, schował to głęboko.

Był dzień jak każdy o tej porze roku. Słońce rzucało promienie pomiędzy szybko płynącymi na niebie chmurami, drzewa machały łysiejącymi gałęziami, szeleszcząc resztkami pożółkłych liści. Ptaki dawały o sobie znać, ale najczęściej były to gawrony kłócące się z kawkami o łup. Czasem przemknęła po trawniku wiewiórka. Ot, zwykły jesienny dzień.

Chłopak, którego imię nie jest na razie istotne, szedł korytarzem swojej uczelni. Jak zwykle zamyślony, jak zwykle chmurny, jak zwykle plujący sobie w brodę, że był tak głupi i tak bezsensownie oddany tej suce.
Szedł tak zamyślony, i nagle potknął się o czyjeś nogi.
„Szkurwa…!” pomyślał, odzyskując równowagę, po czym odwrócił się chcąc zbesztać właściciela przyczyny swojego prawie-upadku. Zobaczył najprzeciętniejszą dziewczynę jaką mógł sobie wyobrazić. Czarne adidasy, czarne jeansy, czarna bluza z kapturem. Prawie czarne włosy upięte w tak zwanego kucyka. Zdawało mu się, że zaraz za gumką, która je spinała, zaczynały falować. Albo nawet się kręcić. Koloru oczu nie był pewien, ale, nie wiedzieć czemu – w końcu był wściekły, miał nadzieję, że będą głęboko niebieskie. Podszedł bliżej, i przekonał się, że raz w życiu jego nadzieje się spełniły.

Stał nad nią i zastanawiał się, co jeszcze jest nie tak.
Nie miała makijażu. Żadnego. Dziwne, przecież nawet dresiary się malują…
Ale nie o to chodziło. Pomimo, że patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, nie wydała z siebie dźwięku. Żadnego.

– Przepraszam?

Żadnego dźwięku, tylko te szeroko otwarte oczy. Mały nosek rozszerzał się i kurczył, musiała bardzo szybko oddychać. Inaczej nie mógł tego stwierdzić, biust, jeśli jakiś posiadała, krył się pod grubą bluzą.
I te zaciśnięte usta. Zaciśnięte i drżące.

„Kurwa, zaraz się rozpłacze”.

Wyrównał wyraz swoich brwi, odmarszczył nos, wziął dwa głębokie wdechy, wysilił się i spojrzał na dziewczynę najbardziej przyjaźnie jak umiał. Zapewne nie wyszło mu to zbyt dobrze, bo właścicielka błękitnych oczu ciągle wyglądała jakby miała dostać ataku paniki.

– Dobrze już, nic się nie stało. – uśmiechnął się. – Cholera, co ja robię? – dodał w myślach.

Jej oddech jakby się uspokoił.

– Mógłbym poznać twoje imię szlachetna panienko? – przypomniał sobie siebie sprzed kilku lat, kiedy jeszcze był radosnym człowiekiem. – Uczynisz mi ten zaszczyt? – tym razem uśmiech był już bardzo naturalny. Ze skurczonej na podłodze istoty opadło napięcie. Trochę.
Ale w dalszym ciągu się nie odzywała.

– Eee… – zaciął się. – Czy… umiesz mówić…? – zadał pytanie, które wydawało się kretyńskie.

Doczekał się reakcji. Potrząsnęła głową na „nie”. Osłupiał i przez chwilę nie mógł wykrztusić słowa.

– Cc…co? O kurde. To znaczy… Nie gniewaj się, nie wiem jaka reakcja byłaby poprawna… politycznie… – przeklął siebie w duchu za ten kretyński żart. Ale dziewczyna uśmiechnęła się. Lekko, ledwo zauważalnie, ale uśmiechnęła się. Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, w policzkach pojawiły się figlarne dołeczki.

„Figlarne… aleś wymyślił… ale trzeba przyznać, że jest całkiem urocza”.

– Słuchaj, muszę lecieć na zajęcia. Miałabyś dla mnie chwilę czasu dziś wieczorem? – zapytał, nie wiedząc samemu, dlaczego.

Dziewczyna otworzyła oczy jeszcze szerzej niż wtedy, gdy chciał ją zbesztać. Ale tym razem nie był to wyraz przestrachu, lecz bezbrzeżnego zdziwienia. Powoli pokiwała głową. Na „tak”.
Chłopak zdecydował się jeszcze na nadanie pożegnalnej wypowiedzi żartobliwego tonu. Wyciągnął z plecaka kartkę, zapisał na niej kilka cyfr. Wręczając dziewczynie świstek powiedział:

– Nie biorę numeru od ciebie, daję ci swój, bo jak się jednak rozmyślisz, to nie będziesz musiała znosić smsów ani telefonów ode mnie. Kończę zajęcia o 19.00. Napisz do mnie, gdzie i o której chciałabyś się spotkać. Jeśli oczywiście chciałabyś.

Po tych słowach ruszył, tyłem, machając na pożegnanie dłonią w kierunku nieruchomej figurki siedzącej pod ścianą, która ewidentnie była zszokowana. Odwracając się przodem w kierunku poruszania się, kątem oka dojrzał, jak dziewczyna wyjmuje telefon i wystukuje coś na klawiaturze.

„Co ty wyrabiasz, pajacu” – pomyślał.

Poczuł wibracje w kieszeni. Wyjąwszy telefon, zobaczył informację o jednej odebranej wiadomości.
Otworzył.
Numer nieznany.
Treść:

„Jak skonczysz zajecia, wyjdz przez brame glowna. Bede tam na Ciebie czekac.”

Zaśmiał się. To pierwsze słowa jakie od niej… otrzymał. To najodpowiedniejsze słowo.

Nie mógł, bardziej niż zwykle, doczekać się końca zajęć.

Share This:

2 komentarze

  • anticristo Styczeń 6, 2013 at 11:48 pm

    kiedy więcej?

    Reply
    • takisobiekoles Styczeń 7, 2013 at 12:06 am

      Z czasem, spokojnie. Muszę mieć czas, siły i wenę. Cała historia jest już wymyślona, więc pozostało tylko ubrać to w słowa 😉

      Reply

Leave a Comment