Zającówka

No i się podziało.
Bamber nie dopisał. Czy to powinno nas dziwić? Zwłaszcza, że miał mi oddać książkę – przypadek? Nie sądzę!
Bobas z Lubą woleli zostać sami.
Tak więc z Arkadiuszem dotrzymaliśmy Zajączkowi towarzystwa w jego urodziny. A nam wszystkim towarzystwa dotrzymała Marzenka.

Żupi! Alkohol lał się strumieniem… no, może strumyczkiem, nie mnie jednak trzy flaszki poszły. Plus piwko. Były kabarety, była muzyka, i… tańce! Zajec, choć bez jajec (to tylko rym, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością…! Chyba… :P) zatańczył dla nas… i to nie raz. Ten zwierzak ma uszy do rytmu i cielsko do gibania!
A tak całkiem serio, facet naprawdę przezajewykurwiście się rusza! Dał nam taki pokaz, że moja szczęka długo nie chciała wrócić na swoje łożysko (nie robiłem laski – przecież jestem superhiperultrahetero!) – brawa dla Zajeca!

Nu, pogodi!
Zajec

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.