Zamęt wokół pryskanego, i nic z tego nie wynika

Maska Otóż… trudno powiedzieć, czy to, co się dzieje na obrazku, to dobrze, czy źle… to znaczy, trudno JEDNOZNACZNIE STWIERDZIĆ. Bo się nie da. Z jednej strony mamy trujące gówno, oblepiające rośliny, niszczące wszystko, co żyje i miało nieszczęście znaleźć się zbyt blisko, w tym i ostatecznego konsumenta nierzadko. Kto by sobie zawracał głowę myciem, czyszczeniem, dezynfekcją…? Z drugiej strony mamy oczywiste korzyści – tępienie szkodników, maksymalizację zysków, minimalizację strat… a więc głównym argumentem ZA pryskaniem jest kasa. Kasa producentów papu, bo przecież nie konsumentów. Oczywiście, niepryskane jest droższe, wynika to z tego, co napisałem wyżej.
Jednak… czy na pewno pryskane jest złe? Oczywiście, jest szkodliwe, ale, czy można jednoznacznie stwierdzić, że jest to złe i chuj.
Istnieją normy określające jaka dawka pestycydów może znaleźć się w produkcie roślinnym, żeby był on „bezpieczny”. Wiadomo, każdy inaczej reaguje na inną dawkę czegokolwiek. Jednak na co dzień spotykamy się z całą mieszanką wszelkiego syfu, w powietrzu, wodzie, spalinach, w pocie innych ludzi… niewielkie dawki pestycydów nie powinny więc nam zaszkodzić. Nie jesteśmy jednak w stanie stwierdzić, które jabłko jest bezpieczniejsze od tego drugiego…
Nie ma stąd wyjścia. Albo decydujemy się na jedzenie naturalnego i bezpiecznego papu, albo ryzykujemy i jemy to ładne. Za kilkanaście lat może się okazać (a może i nie), że lepiej było wybrać to pierwsze.
Się zobaczy.

Share This:

No Comments

Leave a Comment