Zapomnijcie o wszystkim co wcześniej pisałem

No dobra, może nie o wszystkim. Nawet nie zapominajcie o tym co pisałem o związkach. To ku przestrodze, niech zostanie.
W zasadzie to nawet nie pamiętam, czy kiedykolwiek napisałem TO, co macie teraz zapomnieć. A że nie chce mi się tego szukać, wszak trochę już postów wrzuciłem, to napiszę Wam, że zapomnijcie, jeśli kiedykolwiek pisałem, że nigdy już nie będę w związku.

HA!
Bo jestem.
Trafiło mnie… nagle?
I w tym momencie burzą się wszyscy, którzy czytali, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje, że trzeba poznać, że co nagle to po diable, że… burzcie się. Bo to owszem, nagle. Bo przy zaczepieniu pewnych ustaleń odnośnie definicji słownictwa, jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Bo owszem, poznajemy się cały czas. Ale – znamy się od lat ośmiu, co stanowi niemal jedną trzecią mojego życia. A Jej ponad jedną trzecią.
A co najlepsze, jesteśmy przyjaciółmi. Od dawna. Więc sprawdził się model, a właściwie sprawdza się cały czas, że najlepsze związki tworzą się z przyjaciół. Wieloletnich.
Powiedziałem Jej, że nie będę mówił „kocham”, bo nie wiem co to znaczy. Bo nie chcę używać słów, których znaczenia nie znam. Bo… no ale po dniu, czy dwóch, stwierdziłem, że potrzebuję tego. Że mam potrzebę mówienia tego, tak jak niektórzy lubią mówić brzydko. Co więc zrobiłem? Zdefiniowałem kochanie.

Moje „KOCHAM CIĘ” oznacza: „JESTEM PRZY TOBIE SZCZĘŚLIWY I CHCĘ, I BĘDĘ DĄŻYŁ DO TEGO, BYŚ TY BYŁA SZCZĘŚLIWA. ZAWSZE”.
Bo tak naprawdę w tym się zawiera wszystko. Że uwielbiam z Nią przebywać, rozmawiać z Nią, wygłupiać się, spacerować, tulić, że mi się podoba, że pożądam Jej, że chcę spędzić z nią resztę życia, że dzieci mieć, dom zbudować i nawet drzewo dla niej posadzić, mimo że ogrodnik ze mnie żodyn.
Zbyt grubo? Zbyt szybko? Po ponad miesiącu nie zmieniło się nic. A nawet urosło. Miesiąc też za krótko? No cóż… przez te osiem lat mijaliśmy się, zawsze przynajmniej jedno z nas było z kimś, i było to pasmo związków nieszczęśliwych. Zjebanych. Dobijających. Z obu stron. Ale zawsze w jakiś sposób nas do siebie ciągnęło. Nawet jak ja zjebałem kiedyś… tak, zjebałem. Odciąłem więź łączącą nas, bo chciałem być „fair” wobec mojej partnerki… odciąłem, i wtedy myślałem, że już nigdy się nie spotkamy. Bo nie chciała mnie znać. Ale po jakimś czasie sama do mnie napisała. Odnowiła kontakt. I od tamtej pory nie chciałem już tego kontaktu niszczyć. I od tamtej pory byliśmy dla siebie oparciem. Mniejszym, lub większym.
Aż w końcu… po co mamy być dla siebie oparciem w naszych zjebanych związkach, skoro możemy stworzyć nowy, wspaniały i idealny, i wsparcie skierować na inne obszary życia? No i tak to zaczęło działać i działa.
Więc, moi drodzy, od pewnego czasu na pytanie „Marku(sie), czy jesteś szczęśliwy?” odpowiadam nie „Nie jestem nieszczęśliwy”, tylko „W CHUJ!”

Ostatnio dręczył mnie koszmar. Zbudziłem się w środku nocy, obsesyjnie próbując się upewnić, że to był tylko sen. Ona zapytała mnie, co się stało. Odpowiedziałem, że zjebany sen. Koszmar. Potworny. I że nie chcę o tym rozmawiać. Wam też nie napiszę, Jej może powiem. Bo mimo, że to tylko sen, to w połączeniu ze wszystkimi mankamentami mojego mózgu, nie pozwalającymi mi związać się do tej pory z nikim, jest to potworny ciężar, z którym, niestety, muszę sobie poradzić.
Wszystko, co przypadło do mnie, niemożność zaufania, fatalizm, brak wiary w to, że może być dobrze, obsesyjna potrzeba kontroli, zostało teraz wzmocnione przez jeden pieprzony sen. Musiałem na nowo nauczyć się ufać, a ten koszmar próbował mnie znów ściągnąć na dno.
Wiem, że sny to bzdura. Zwłaszcza takie, które nie mają szans się zdarzyć. Ale gdyby ze wszystkimi bzdurami człowiek radziłby sobie łatwo, szpitale psychiatryczne straciłyby rację bytu.

A teraz cieszcie się razem ze mną moim szczęściem 😀

Share This:

6 komentarzy

  • jadźka Luty 19, 2015 at 4:12 pm

    Oh szczęśliwy Marku(sie)! Niezmiernie ucieszył mnie Twój post, bo wszak pisałeś, że nie masz zamiaru i deklarujesz, że zawsze i na wieki w samotności, to Ciebie również miłość spotkała 🙂 Miesiąc to bardzo dużo, ja po trzech miałam już pierścionek. Trzymam za Was kciuki 🙂 Co do snu – podobno podświadomość daje nam wtedy do pokonania problemy, których nigdy nie chcielibyśmy doświadczyć. Najgorszy z najgorszych scenariusz, którego boimy się w życiu, ale pokazuje nam jak bardzo CZUJEMY. To uczucie pomaga pokonywać podobne problemy 🙂 Pozdrawiam!

    Reply
    • takisobiekoles Luty 19, 2015 at 5:29 pm

      Jakby nie patrzeć, ten sen jest na podium najgorszych rzeczy, które mogłyby się zdarzyć… ale to tylko sen.
      Dziękuję za ciepłe słowa, i obiecuję, że będziemy szczęśliwi 🙂
      A tak w ogóle zauważyłem, że co jakiś czas wrzucasz fotki Małżona na fejsa. I powiem Ci, że mojej Ukochanej na pewno go nie pokażę – bo by się Jej spodobał 😀

      Reply
      • jadźka Luty 20, 2015 at 8:37 am

        Marku 🙂 Jeżeli by jej się spodobał, to znaczy, że ma dziewczyna bardzo dobry gust – co jest również komplementem dla Ciebie 😀 Bierz się do pracy! Tatuaże same się nie zrobią, broda sama nie zapuści… oh wait… zapuści 😉

        Reply
        • takisobiekoles Luty 20, 2015 at 9:05 am

          Broda jest, chociaż nie tak imponująca jak u Twojej gorszej i brzydszej połowy 😉
          A termin na tatuaż ustaliłem sobie po pierwszym zarobionym milionie 😉 Mam więc motywację do pracy 😀

          Reply
  • zmanierowana Kwiecień 7, 2015 at 2:25 pm

    Wydaje mi się, że mówiąc komuś, że się go kocha, wyraża się wobec niego pewne zobowiązanie. Zobowiązanie, które brzmi : będę Cię chronić, szanować, wspierać i trzymać za rękę wtedy, kiedy będziesz tego potrzebować, będę przy Tobie mimo wszystko i nawet, kiedy ludzie się od Ciebie odwrócą, ja będę wiernie trwać. W sytuacji kryzysowej wyjaśnię Ci sens moich argumentów, ale będę potrafiła schować swoją dumę do kieszeni i wyciągnę rękę na zgodę, bo zależy mi na Twoim szczęściu, a wiem, że trwanie w kłótni na pewno go nie pogłębi. Będę starała się zmieniać moje negatywne cechy i będę zgadzała się na kompromisy, które pomogą umacniać naszą relację i uczyć nas wspólnego życia.
    Zawsze miałam wrażenie, że to jest naturalne i logiczne. Okazało się jednak, że nie. Dla niektórych „kochać” nie oznacza „wziąć odpowiedzialność”. Niektórzy uważają, że swojego egoizmu nie można schować do kieszeni, a partner jest po to, by bezwzględnie spełniać każdą, nawet najbardziej durną zachciankę. Według mnie związek to kwestia przystosowania się i połączenia dwóch bytów w jeden, a nie trzymania się twardo swoich przyzwyczajeń i niedopuszczanie partnera do głosu w istotnych sprawach. Może jestem jakaś niedzisiejsza i oczekuję nie wiadomo czego, ale z drugiej strony – czy moje poglądy są naprawdę nienormalne?

    Tak się musiałam wyżalić. Wybacz.

    Reply
    • takisobiekoles Kwiecień 7, 2015 at 4:49 pm

      Najogólniej rzecz biorąc to masz rację. Ale tak naprawdę co to znaczy „kochać”? Poczytaj sobie o miłości na wikipedii. Mi się nie chce, bo wiem co tam jest. Rodzajów miłości od chuja. Z tego wniosek jest jeden: dla każdego „kochać” znaczy co innego. Warto dowiedzieć się jak najwcześniej, co dla potencjalnego partnera oznacza to słowo. A i tak można się potem przejechać. Na to niestety nic nie poradzisz, wśród ludzi od zawsze funkcjonował spory odsetek skurwieli. Jedyne co możemy zrobić to decydować się na ryzyko, lub nie.

      Reply

Leave a Comment