Zbawienie – Juliusz Maretzky

Ostatnie opowiadanie w zbiorze, ostatnie w kolejności, które do zbioru pisałem. I chyba jedyne, w którym w trakcie nic nie zmieniałem, poza kosmetycznymi, stylistycznymi poprawkami.

Ktoś mi powiedział, że z tym opowiadaniem „popłynąłem”. I poniekąd jest to racja. Pisząc je czułem, jakbym płynął. Może to przez piwo, które piłem do pisania? A może dlatego, że czułem nadchodzący kres mąk twórczych, koniec pisania, możność wysłania wszystkiego Pani Renacie. Tak czy inaczej, pisało mi się lekko. I bardzo przyjemnie.

***

Czuję ten ból wciąż i wciąż.

Broń, która miała chronić ludzkość, doprowadziła do jej ostatecznej zagłady.

Świat chwieje się w posadach, z wnętrza ziemi wydobywają się opary, które zatruwają naturę. I mnie.

Cierpię. Nie ma nadziei dla ludzi, nie ma nadziei dla zwierząt. To wszystko, co kiedyś było moim domem, moim światem i moim królestwem niedługo przestanie istnieć. Czuję to.

Nie potrafię już współczuć ludziom. Nawet tym, którzy zdają się być niewinni. Człowiek jako zwierzę, jako gatunek, powinien być wyeliminowany już dawno. Ja powinienem to zrobić, póki miałem szansę. Postanowiłem jednak tę szansę dać im. Chciałem pozwolić im spróbować odwrócić los przez niewtrącanie się. Chroniłem ostatnie bastiony natury, by być dla ludzkości tym światłem, którego sam nie otrzymałem. Światłem, które pozwoli im zmienić swoją historię.

Stałem się bogiem, który zostawił świat w posiadaniu ludzi. Bogiem, który zostawił ludzi samych sobie, by mogli korzystać ze swojej wolnej woli. Bogiem, przez którego zaniedbanie ludzie po raz kolejny zniszczyli swój dom.

A teraz Stwórca wszystkiego, który pozwolił ludziom na to wszystko, chce dać mi możliwość odkupienia. Chce dać mi to, czego potrzebowałem wiele lat wcześniej. Chce pozwolić mi spróbować zmienić historię. Los. Życie.

Czy na to zasługuję? Skoro nie potrafiłem dopilnować swojego życia, skoro nie potrafiłem ochronić swojego świata, czy mogę narażać inny świat na swoje złe wybory? Czy dla spokoju własnej duszy jestem w stanie zagrozić kolejnym niewinnym istotom?

Świat trzęsie się i pęka. Oceany zalewają kontynenty, lądy zapadają się w wodzie i magmie. Wszędzie tylko płomienie i para. Oto co zostało ze świata, którego czas się skończył.

Czarny piorun uwalnia się ze zniszczonej planety. Jeśli jest to nadzieja, niech należy do tych, którzy na nią zasługują.

Ja czuję już tylko…

…ulgę…

***

Share This: