Złap mnie za rękę, nie bój się, poboli tylko przez chwilę…

Moździerz – łac. mortarium; ang. mortar; niem. Mörser.

Męczennik – łac. martyr; ang. martyr; niem. Märtyrer.

Podobieństwo jest oczywiste. Moździerz służy do ścierania na proch składników służących do przyrządzenia jadła, albo, ten w znaczeniu militarnym – ściera na proch wrogów. Męczennik kim jest, każdy wie. W zamierzchłej przeszłości jedno blisko łączyło się z drugim.

Dawno, dawno temu, w czasach, gdy przodkowie tura nie dotarli jeszcze na tereny, gdzie obecnie znajduje się nasz kraj, gdy nasi przodkowie dopiero próbowali się wyprostowywać, by spoglądać ponad wysoką trawą, gdy pierwsi bogowie zaczynali obawiać się o swoją władzę, gdzieś w nieprzeniknionej puszczy żyło dziwne plemię. Nie byli ludźmi w ścisłym tego słowa znaczeniu. Mieli po dwie ręce i dwie nogi, posiadali po jednej głowie i dwojgu oczu w niej. Jednak było w nich coś, co odróżniało ich od wszystkich innych plemion, uznanych po wielu tysiącach lat za ogniwa ewolucji człowieka.

Tym czymś była nierozerwalna więź z bogami.

Plemię to nie kończyło na czczeniu swoich bóstw. Więź była tak silna i tak bliska, że totemy mówiły nawet do tych, którzy nie odurzali się ziołami, święte napoje nie były wylewane na ziemię, tylko wypijane przez adresatów kultu, wreszcie bogowie osobiście, manifestując widomie swoją obecność siadywali ze swoimi wyznawcami do biesiad, polowali razem z nimi, bronili przez atakami liczniejszych okolicznych plemion i dzikich zwierząt.

Bogowie ci sprawowali faktyczną władzę i opiekę nad swoim ludem. W zamian oczekiwali tylko jednego. Nie bezgranicznej miłości, nie fanatycznego oddania, nie przestrzegania nakazów i zakazów. Oczekiwali ofiar, krwawych, przedmiotowych ofiar z niewinnych stworzeń. Niewinność, zarówno zwierzęca jak i ludzka, była uważana za wrogą życiu zgodnemu z prawami natury. Żeby żyć, trzeba było polować, zabijać, odbierać życie. Będąc niewinnym, człowiek lub zwierzę nie poluje, nie je, więc nie żyje. Nie karmi młodych, starych, ani nikogo innego, więc jest nieprzydatny. Niepotrzebny. Natura nie znosi próżni, a nieprzydatny osobnik w stadzie jest dziurą, wyrwą, pękniętym ogniwem w łańcuchu życia. By nadać sens istnieniu takich jednostek, składano je w ofierze.

Podczas każdej z czterech wielkich faz Księżyca wybranej przez szamana istocie żywcem wycinano serce, i jeszcze bijące ścierano na krwawą miazgę w kamiennej misie za pomocą tłuczka, również z kamienia. Skąd kamienny moździerz u bądź co bądź prymitywnego plemienia? Spekuluje się, jakoby miał to być dar od bogów, którzy, nie chcąc by ofiara została splugawiona przez niedoskonałość ludzkiego wytworu, obdarzyli swych wyznawców naczyniem doskonałym, gładkim, mocnym i pięknym.

To wszystko stanowiło o sile owego plemienia. Składając ofiary pozbywali się słabych jednostek i zapewniali sobie przychylność mocy, których nie rozumieli, i najprawdopodobniej się bali. Dlaczego więc zniknęli z powierzchni Ziemi?

Pośrednią przyczyną unicestwienia najprawdopodobniej była szerząca się wśród młodzieży niewiara. Nie dostrzegając w towarzyszach uczt i łowów bóstw, którym należy się cześć, młodzi uważali ich za oszustów, dybiących na niewinne życie, i przez zastraszenie zapewniających sobie władzę. Nie chcąc poświęcać życia w imię mglistej idei, postanowili raz na zawsze zakończyć krwawy festiwal życia. Wykradli moździerz i ukryli go przed dorosłymi.

Podczas kolejnej pełnej fazy, najprawdopodobniej pełni, wówczas bowiem nie poświęcano zwierząt, tylko członków plemienia, doszło do masakry. Szaman, nie mogąc odszukać świętego naczynia, zaczął oskarżać po kolei wszystkich sobie podległych, ale gdy żaden nie chciał się przyznać do ukrycia moździerza, rozpoczął egzekucje. Myśliwi, chcąc go powstrzymać, zaczęli się bronić i któryś zabił szamana. Teraz nawet odnalezienie naczynia nic by nie dało, bowiem tylko zabity czarownik znał magiczne zaklęcia i formuły, tak bardzo potrzebne podczas rytuału ofiarowania. Ze strachu przed gniewem bogów członkowie plemienia rozproszyli się w ciemnej puszczy.

Gdy minęła północ, a ofiara ciągle nie została złożona, bogowie jeden po drugim zaczęli zjawiać się na polanie, gdzie znajdował się obóz. Ujrzawszy, że wyznawcy ich opuścili, rozpoczęli polowanie na tych, którzy niedawno byli jeszcze myśliwymi. Plemię wyginęło, prawdopodobnie wszyscy jego członkowie zostali zabici. Nieznane są losy ewentualnych ocalałych, a święty moździerz zaginął w mrokach dziejów.

Dlaczego o tym piszę? Otóż w dniu dzisiejszym moi współpracownicy przynieśli do naszej siedziby pewien przedmiot.

This slideshow requires JavaScript.

Piękny, gładki, mocny. Potężny. Emanuje z niego straszliwa energia. Do tego został stworzony. Do ofiar. Zapewniłem mu je.

Jednostki nieprzydatne, chwasty, przynoszące jedynie wstyd naszemu stowarzyszeniu, głupie, nierozwijające się. Ich serca zostały starte na proch. Bogowie przyszli, zaopiekowali się mną i opowiedzieli to, co ja opowiedziałem wam.

Wyruszyliśmy na polowanie. Moi bogowie nie chcą już niewinności. Niewinność okazała się zdradliwa. Teraz łakną krwi. Po prostu, krwi. Ci, którzy nie oddają im czci, zostaną złożeni w ofierze, ich serca zostaną starte w boskim naczyniu.

Jeśli nie jesteście gotowi na to, by ugiąć kolana i oddać pokłon, strzeżcie się. Idę po was.

Share This:

No Comments

Leave a Comment