Złoto, chwała i gadające osły

No dobra, może gadających osłów nie było – nie ta bajka.
A teraz zagadka: Co je śpioch na śniadanie? Odpowiedź jest prosta – obiad. A co je chory na śniadanie? Trochę trudniej. Można powiedzieć, że śmierć – chociaż to prędzej śmierć zjada chorego. Poprawna odpowiedź to: czosnek, ogórka, czosnek, polopirynę, czosnek, rutynę, czosnek, jakieś witaminy, czosnek, napar z imbiru i czosnek. I dla pewności jeszcze trochę czosnku.
Nie mogłem się zdecydować, czy skorzystać ze śniadania śpiochów czy chorych, ale czosnek kusił zbyt mocno.

A co jest najlepsze do jedzenia? Niektórzy powiedzą, że mecz, browar i piękna dziewoja gdzieś poniżej linii widoczności. Być może – ja jednak wolałem film. Niekoniecznie dla dorosłych.
El Dorado Wybór padł właśnie na El Dorado ze względu na prosty fakt – bardzo brakuje mi opowieści o Indianach z Ameryki Południowej. Swego czasu mocno się interesowałem tamtymi terenami, historią, mitologią, ogólnie Majami, Inkami, Aztekami, Toltekami, Olmekami, bla bla bla… Bajka raczej zbyt wiele z faktami mieć nie będzie, ale obejrzeć można. Klimat jest.

Ogląda się bardzo przyjemnie. Oto dwóch przyjaciół oszustów wygrywa w kości mapę do tytułowego El Dorado. Przypadkiem znajdują się na statku samego Cortéza, jakimś cudem docierają do brzegów Ameryki, i jeszcze większym cudem docierają do Złotego Miasta, gdzie zostają uznani za bogów. Wszystko cacy. Ale jako miłośnika (szumnie powiedziane…) Indiańców z Południa uderzyło (mnie) / zabolało (mnie) / zasmuciło (mnie) / po prostu zabrakło (mi) tam…
Dobra, źle zaczęte. Więc tak: jak to w bajkach zwykle bywa, Indianie z drugiego końca świata muszą się porozumiewać takim samym językiem co Hiszpanie. Nie mogło również zabraknąć magii (to akurat nie jest aż tak nieprawdopodobne – szamanizm przecież działał wszędzie na świecie) i rozumnych zwierząt (koń i pancernik – dlaczego nie pies?!). Krew pojawia się również. Ale to akurat na plus – dzięki temu historia się rozwija. Bardzo prawdopodobne jest (tabliczka z napisem „IRONIA”) również to, że chciwy koleś o aparycji cwaniaka nagle staje się altruistą sprzeciwiającym się przemocy… no ale – bajka.
W kwestii poprawności historyczno-geograficznej… W filmie występuje Hernando Cortéz, pogromca Azteków. El Dorado zaś umiejscowione jest w wielu miejscach, ale nie w Ameryce Środkowej! Andy, Wenezuela, Kolumbia – trochę daleko od Jukatanu. Z podbojem Państwa Inków wiąże się raczej kuzyn Cortéza, Francisco Pizarro. No ale… dla maluchów czasem historię się upraszcza, chociaż według mnie mózgownice by im nie wyparowały, gdyby dowiedziały się prawdziwych faktów.
Kolejny, jak dla mnie rażący, bubel, to bóg Jaguar. Skoro ma nadejść Era Jaguara, to czyja era panuje w tej chwili? Pomijając fakt, że Jaguar miał imię – Tezcatlipoca, oraz przydomek – Dymiące Zwierciadło (to też możnaby było świetnie wykorzystać), to powinien mieć jakiegoś antagonistę… no, chyba że Tulio i Miguel nimi byli. Niemniej, zabrakło mi Quetzalcoatla…

Bajeczka jak najbardziej przyjemna, a wszystkie wymienione przeze mnie historyczne buble to tylko moje fanaberie, nie raziło mnie to aż tak bardzo, ale gdyby było to przedstawione poprawnie, moja radość z oglądania byłaby niepomiernie większa.

Share This:

No Comments

Leave a Comment