Żywot rośliny

Długo nie pisałem na blogu. Jeszcze dłużej nie czytałem tego, co inni piszą na swoich. Mam zaległości w pracy, zaległości w pisaniu swoich wypocin, zaległości w kontaktach towarzyskich, zaległości w, kurwa, wszystkim. To nic, że na wszystko mam pomysł. Co zrobić, jak zrobić, z jakimi parametrami. Potrafię w pięć minut wymyślić całą fabułę do dość sporej powieści, ale kto to napisze? Ja? Wolne żarty, co to to nie. Ja potrzebuję WENY. Potrzebuję motywacji, siły, prądu powietrznego, na którym popłynę ku realizacji swoich planów.
Tymczasem wychodzi gówno. Takie z dupy, śmierdzące i czasem twarde, czasem płynne. Napisałem dziś 3/4 strony A4 czcionką 12. Jestem z siebie tak dumny, że… kogo ja oszukuję, to jest żałosne. Nie stać mnie nawet na to, żeby wstydzić się tego, że do niczego nie potrafię się zmobilizować. O, przepraszam! Za ćwiczenia się wziąłem! Codziennie, i nawet kilka razy dziennie! Ale to wszystko. Wpadłem jeszcze na pomysł, co zrobić, żeby nie robić tego, co powinienem, ale żeby móc powiedzieć, że jednak coś robię. Muzykę. Ściągnąć z internetów jakiś program (oczywiście darmowy!) do robienia muzyki i na przykład przez tydzień męczyć się z beatem, bo przecież na muzyce się ni cholery nie znam, a tym bardziej na obsłudze jakiegokolwiek programu do jej tworzenia. Ja w swojej karierze tylko w chórze śpiewałem. Nut nie znam do dziś. To znaczy znam, cała nuta, półnuta, ćwierćnuta, ósemka i szesnastka. WOW. I tyle, dajcie mi linię melodyczną i kamerton, stać będę i gapić się w to jak sroka w gnat.
Siedzę więc sobie w swojej doniczce pomysłów życia, i czekam, aż coś wyrośnie z mojego ziarenka motywacji. Ale żeby coś wyrosło, trzeba to podlewać i generalnie opiekować się tym. A mi się nie chce.

Doniczka pomysłów życia

Share This:

No Comments

Leave a Comment