Browsing Category : Tfurczość

Choroba (nie)alkoholowa


Tak to, niestety, wygląda. Jak już ustanowiłem sobie detoks do końca miesiąca, to się rozłożyłem. Głowa, oczy, uszy, nos i gardło. Ale detoks to detoks. Alkoholu nie ruszę. Aż do pierwszego kwietnia. I to nie żart! Share This:

2.1


– Ja chyba zaczynam… rodzić… Spojrzał na nią nie rozumiejąc, potrzebował chwili, by przetworzyć sygnał. Chwila nie minęła… – ZABIERZ MNIE DO SZPITALA!!! No to ją zabrał. *** Share This:

Alkoholizacyjne pierdolenie


Zmierzchem późnym w dom swój wracam, Myśli bagaż niosę w głowie, Cóż mam zrobić z tym ciężarem? Która menda mi podpowie? Menda, nazwa sama to wskazuje, Jest złośliwa – nie pomoże. Więc samotnie patrząc w lustro W sraczu, minę swoją srożę. Min strojenie, konia bicie, Ani nawet śmierć czy kiła Nie pomoże, no bo przecież Każda z rzeczy tych mi…

Tornado


Leciałem samolotem do punktu przeznaczenia. W międzyczasie dało się odczuć turbulencje, po których uspokajała mnie piękna blond stewardessa. Dostępny na pokładzie alkohol złagodził resztki stresu. Nagle nastąpiła katastrofa, o czym dowiedziałem się po dłuższej chwili. Już lecąc w dół. Nie zauważyłem momentu eksplozji, rozerwania kadłuba, wyssania mnie na zewnątrz… Share This:

Bilet


Na zadupiu świata stał przystanek. Byłby kolejowy, gdyby zatrzymywał się tam pociąg. Ale to nie był pociąg. Nowość nad nowości, zwłaszcza na krańcu cywilizowanego świata. Szynobus. Spalinowy pojazd zaadaptowany do torów kolejowych, bez konieczności wpinania się w elektryczną sieć trakcyjną, co byłoby dość trudne, gdyż wszelkie druty zostały podwędzone przez miejscowych złomiarzy lata wstecz. Państwowy Zakład Kolei uznał, że podwieszanie…

X.


Siedział otępiały. Przerażony. Jego siostra miała nietęgi wyraz twarzy. – Co się z tobą ostatnio dzieje? – zapytała, jakby z wyrzutem. Popatrzył na nią bez zrozumienia. – Ostatnio świrujesz. Chłopak skrzywił się i zamruczał coś pod nosem. – Znów mruczysz. Ciągle mruczysz, ciągle od ciebie czymś wali albo… – Co? O czym ty gadasz? Share This:

IX.


Znów stał na balkonie w domku rodziców na wsi. Powoli zapadał zmierzch. Wiatr kołysał gałęziami drzew, szeleścił liśćmi. Ostatnie ptaki ćwierkały swoje radosne „dobranoc”. Chłopak wsadził ręce do kieszeni, zaczynały grabieć z zimna. Zimny powiew rzucał jego włosami na wszystkie strony, co chwilę zasłaniając oczy, ale jemu to nie przeszkadzało. Myślał. Myślał o pewnej dziewczynie, z którą łączyło go coś…

VIII.


Unosił się w jakiejś dziwnej zawiesinie. Transcendentalnym kisielu. Unosił się, to znaczy czuł, że się unosi, nie mógł tego stwierdzić, bo wokół nie było widać niczego, w czym mógłby się unosić. Pływać, jest lepszym określeniem na to, co odczuwał. Bo odczuwał. Chciał spojrzeć na swoją rękę, ale próba podniesienia jej do oczu zakończyła się porażką. Spróbował schylić głowę – nie…

VII.


Początkowa euforia szybko opadła. Poza mormorando Anita nie była w stanie nic wycisnąć ze swojego gardła. Nic, to znaczy nic, co przypominałoby słowo, lub choćby sylabę. Niemniej, osiągnęli pewien sukces, i nie zamierzali się zniechęcać, jednak nie poświęcali na ćwiczenia tyle czasu, co przed pamiętnym wieczorem przy armacie. Stwierdzili, że o tej porze roku nie warto zamykać się w czterech…