Coś nowego

Mam wieści dla tych, którzy mieli nadzieję, że umarłem.

Otóż nie. Żyję, i mam się dobrze. Choć daleki jestem od stwierdzenia, że mam się lepiej niż kiedykolwiek, ale jest dobrze, i mam nadzieję na więcej. I lepiej.

Przed chwilą włączyłem moją drugą stronę, do której od teraz prowadzić będzie link znajdujący się w zakładce „Giercownik” (to to tam na górze prawie samej), a na której będę informował o nowych grach, które zrobiłem sam. Będzie w nie również można zagrać, czy to bezpośrednio na stronie, czy też pobrawszy uprzednio spakowane pliki.

Wiem, że mi nie ufacie, ale nie mam żadnego interesu w zawirusowywaniu Waszych komputerów, no i niestety musicie mi zaufać, że chwilę przed spakowaniem i wysłaniem na serwer uruchamiałem te gry na swoim komputerze – i u mnie działało.

Dziś ukończyłem czołgi, grę, którą nazwałem Tunks Areena, a które pierwszy człon nazwy podpierdoliłem sobie od Ukochanej. Tak jej się kiedyś napisało, uznałem, że to zabawne. Ona approved. I jest.

Jako że szczery ze mnie gość, przyznam się – miałem już kurwa dość tej gry. Abstrahując od tego, że poza pracą mam całą masę zajęć (jak robienie zakupów, robienie jedzenia, zmywanie, sprzątanie, życie jakieś tam nawet) i wyekstrahowanie co najmniej godziny dziennie na gejmdewowanie czasem graniczyło z cudem, to czasem się udawało, i wtedy cisnąłem projekt. Ale od dłuższego czasu (jeszcze zanim się za czołgi wziąłem) myślę o innej grze, ale pomyślałem, że zbyt skomplikowana, że za trudne, więc te czołgi miały być „wprawką przed czymś większym”. No i cały czas myślałem o „tamtej”. I przez to robienie tych czołgów się ciągnęło jak schłodzony w lodówce glut z nosa.

Uprzedzając wątpliwości i złośliwe komentarze – ta gra wygląda trochę lepiej od kupy. Nigdy nie miałem zmysłu estetycznego, nie znam się na grafice i po prostu nie mam głowy do artystycznych rzeczy. W Tunks Areena skupiłem się na mechanice i funkcjonalnościach, i na tym polu zrobiłem wszystko, co sobie założyłem. Co prawda znajdziecie na pewno kilka błędów (która gra ich nie ma?), ale generalnie gierka działa, można ją uruchomić, zagrać, wygrać lub przegrać (wedle woli), zagrać ponownie, a nawet wyjść z gry. To ostatnie nie jest oczywiste w przypadku niektórych gier, ale nie będę pokazywał palcem.

Gra jest darmowa, żeby nie było wątpliwości. Jeśli miałem jakiekolwiek plany spieniężenia jej, to szybko o nich zapomniałem, bo to się po prostu nie nadaje. Ale jakby ktoś chciał ją ode mnie odkupić (sam projekt z kodem, bez assetów – licencje, etc.), to zapraszam. Jednakże traktuję to faktycznie jako wprawkę przed czymś bardziej skomplikowanym, i jeśli nawet nauczyłem się podczas procesu tworzenia Tunksów tylko jednej rzeczy to jest to ta rzecz:

przed wyruszeniem w drogę należy solidnie zaprojektować grę żeby kurwa potem nie zastanawiać się godzinami, co robić dalej

Tego zabrakło. Konkretnego projektu. Dlatego do kolejnej gry przyłożę się bardziej, no ale na tym przecież polega proces nauki, rozwoju, i takie tam pierdolety.

Z innych ciekawych rzeczy, jestem w trakcie pisania krótkiego utforu literackiego z pogranicza fantastyki i raka mózgu, wypatrujcie mnie o świcie za kilka (tygo)dni. Może się nie zawiedziecie.

Share This:

No Comments

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.