Dla mnie możesz go trzymać nawet w…

Zacznę tak, jakby mnie ktoś jeszcze czytał:

Do napisania tego postu skłoniło mnie…

Gówno. Tak naprawdę moja Ukochana poszła gdzieś w cholerę, i nie wiadomo kiedy wróci, a ja po robocie jestem zrypany i nie mam siły na pisanie gry. To popiszę tutaj.

Gwoli wyjaśnienia – nie myślcie sobie, że znów robię za fizola i dlatego jestem zmęczony. Dalej mam pracę biurową, dalej komputer i telefon, ale do pracy mam… dalej.

Z nie do końca zależnych ode mnie przyczyn (Bogiem a prawdą, podwyżka czynszu „bo ceny idą w górę, a w zasadzie to BO TAK” prawie nigdy nie jest zależna od najemcy) musiałem zmienić lokum, i tak zamiast przebywać w trasie z domu do pracy około godziny, tak teraz bujam się w jedną stronę minut dziewięćdziesiąt do stu dwudziestu. Cóż, Rumunia jest nieco dalej od Jasienia niż Wrzeszcz.

No ale do sedna

Już od dawna obiecywałem sobie, że wyrzygam tu z siebie moją nienawiść do papierosów (szukajka na blogu pokazuje, że jeszcze nigdy się na to nie wyrzygiwałem), ale zawsze było coś lepszego do roboty. Lepszego czyli w sumie robienie kanapek i obiadu do pracy na drugi dzień, granie w LoLa z Ukochaną albo oglądanie Netfliksa / HBOGO / spiraconych seriali. Też z nią. No ale, jako się rzekło, baba z domu, tłuściochowi lżej, czy jakoś tak, i mogę się uzewnętrznić.

No to tak…

Za palenie papierosów powinni nabijać na pale

I to w zasadzie tyle.

Jeszcze ktoś to czyta? No to jedziemy dalej.

Mógłbym się rozwodzić nad tym, że jak ktoś może być tak nieodpowiedzialny, żeby w XXI wieku, przy wszystkich badaniach na temat szkodliwości papierosów, wciąż palić. Albo zaczynać palić. Mógłbym narzekać, że tylu członków mojej rodziny umarło na raka (bo to smutna prawda, w swoim życiu byłem tylko na jednym pogrzebie niespowodowanym bezpośrednio lub pośrednio rakiem – na pogrzebie sąsiada, który wypadł z czwartego piętra). Mógłbym uderzać do wielu argumentów zdrowotnych, społecznych, psychologicznych, ale nie.

Odniosę się do tego, że to jest kurwa obrzydliwe.

A zaczęło się od tramwaju…

Z zamiarem napisania tego wysrywu nosiłem się od bardzo długiego czasu, bodaj od ponad roku. Wtedy w zakładce z pomysłami na mojej tablicy w Trello pojawiła się pierwsza linijka na karcie o papierosach. Linijka o pewnym babsztylu w tramwaju, któremu miałem ochotę przywalić z buta w japę, a powstrzymywał mnie chyba tylko strach, że po wszystkim mój but będzie śmierdział.

Jechałem sobie gdzieś tramwajem, na pewno do biblioteki w Manhattanie, nie pamiętam skąd, bo to w sumie mało istotne, ale dość istotna jest pora roku – zima. Na którymś tam z kolei przystanku wsiadła typiara. Tak, nie kobieta, tylko typiara, ubrana tak, jak zwykle ubierają się średnio ogarnięte życiowo typiary: gruby polar, flanelowa spódnica za kolana, skarpety pod kolana, każda w innym kolorze, plastikowe sandały

I chuj z tego, że jest znak wodny, śmiesznie jest XD

kolorowa torebka, słój łoju na głowie, kwadratowe okulary, i, last but not least, cuchnący papierosami oddech.

Tutaj trzeba zrobić mały przerywnik. Kto mnie zna, ten wie, że składam się w połowie z tolerancji, w połowie z tłuszczu, z małą domieszką braku umiejętności życia w społeczeństwie, ale ten pierwszy składnik sprawia, iż rozumiem, że ludzie pachną różnie. Każdy się poci, każdy wydziela jakiś zapach, każdy może mieć gorszy dzień, kiedy nie zdąży umyć siebie, albo swoich zębów. Ale, za przeproszeniem, kurwa mać, jak już ŚWIADOMIE wsadzasz do mordy cuchnący przedmiot, to dbaj o higienę jamy ustnej.

No więc ta typiara usiadła naprzeciwko mnie. I chucha na mnie. Uważam oddychanie ustami za mało atrakcyjne wizualnie i niewiele bardziej higieniczne, ale zazwyczaj ludzie znajdując się blisko innych przedstawicieli tego samego lub zbliżonego gatunku starają się oddychać przez nos. Nie ona.

Siedzi i chucha, wdech, WYDECH, ale tak, że mi się w trzewiach zakotłowało. Nic to, pomyślałem, przetrwam, nie będę robił awantury. Chyba. No ale przystanek za przystankiem mija, a ona jakby mocniej wydycha to powietrze. Akurat czytałem książkę (a to nowość), więc postanowiłem, że rzucę jej mordercze spojrzenie, a nuż się domyśli.

No nie domyśliła się. Przestraszyła się, to fakt, ale zaczęła przez to oddychać szybciej. Ja, już prawie uwędzony na amen, popatrzyłem na nią nieco dłużej, a widząc, że śmiercionośna machina przyśpiesza jeszcze bardziej, postanowiłem się odezwać. Jak na mężczyznę przystało.

– Proszę na mnie nie dmuchać.

Starałem się, a jak ja się staram, to nikt się tak nie stara, jak ja się staram, no więc starałem się, żeby żądza mordu nie przebijała przez mój ton, ale w gruncie rzeczy nie miałem ochoty zastanawiać się, czy mi się udało i w jakim stopniu. Grunt, że baba chyba w końcu zrozumiała, dlaczego patrzyłem na nią wilkiem. Więc przy wydychaniu zaczęła kierować usta ku swojej grzywie. Tak, jak ładne dziewczyny w filmach dmuchają w niesforne loki opadające kaskadą na oczy. Tylko że moja współpasażerka nie miała cela i dmuchała wciąż na mnie.

Powtórzyłem swoją prośbę nieco bardziej dobitnie, czym chyba wystraszyłem ją nie na żarty, bo po prostu odwróciła głowę i dmuchała na kogoś innego. Zysk z tego żaden, bo akurat zbliżyliśmy się do mojego przystanku i tak czy ptak musiałem wysiadać.

W głowie i w sercu ulga, że wychodzę na stosunkowo świeże powietrze. Kto bywa we Wrzeszczu ten wie, jak na Jaśkowej Dolinie potrafi być orzeźwiająco w godzinach szczytu. Ale wszystko lepsze niż ta kotłownia waląca papierochami. Stanąłem przy przystanku, czekając na zielone światło, by przejść przez ulicę. Nagle stanęła obok mnie przepiękna blondynka. Zgrabne łydki, podkreślone butami na wysokich obcasach, krótka spódniczka, i w sumie na tym skończę opis, bo doleciał mnie smród papierosowego dymu. Piękna pani paliła papierosa, a wiatr zwiewał dym prosto w moją udręczoną twarz.

Wkurwić się można.

Inne przypadki? Proszę bardzo.

Raz na kilka tygodni jeżdżę sobie do CMI na zastrzyk z trawy. Jakby ktoś nie odczytał skrótu, to jest to szpital. Gdzie szpital, tam służba… przepraszam, OCHRONA zdrowia, no i wszędobylscy pacjenci, mniej lub bardziej chorzy. I za każdym jebanym razem, gdy od przystanku idę do budynku, i potem, już po zastrzyku, ze łzami w oczach, z powrotem na przystanek, stoi tam mrowie ludzi i pali. To nic, że zgodnie z przepisami na przystanku nie wolno palić, że strefa zakazu obejmuje piętnaście metrów od przystanku, że do latarni przybity jest jebany znak zakazu palenia – jarają chorzy, zdrowi, i lekarze. Raka można dostać od samego przechodzenia obok, dlatego dziwię się, że jeszcze jako tako funkcjonuję. Gdzie policja, ja się pytam? Wypisując mandat żulowi można się pobrudzić, a przy takich przystankach zwierzyny co niemiara, limity można nabić na całe lata naprzód.

To w sumie ciekawa sprawa, że ochrona zdrowia, wiedząc (o czym wspominałem wyżej), że to jest kurewsko szkodliwe, pali. Że pacjenci szpitala, osłabieni, nierzadko niemal martwi, zaciągają się po same skarpety tym zabójczym gównem. Ciekawe, ale w sumie nie powinno mnie dziwić. Dorośli są czasami głupsi od dzieci. Już w gimnazjum nauczycielka biologii (której bliżej było do zagadnień medycznych niż polonistce) powiedziała mi, że ona się truje świadomie. To dlaczego nie zamknęli jej na obserwacji, jak stałoby się to w przypadku próby samobójczej? No i świetny przykład dla młodzieży, która łyka takie przykłady jak aktorki wiadomego nurtu wiadomo co.

Kolejne przypadki są nierozerwalnie związane z komunikacją miejską w Trójmieście. Na Wrzeszczu PKP baba łażąca z papierosem w pysku za wiatą przystankową wte i wewte, dziad, który wsiadłszy do autobusu rozsiał wokół siebie aurę przetrawionego tytoniu i, co ciekawe, siarki z zapałek, choć może to już był przedsionek piekła, tak strasznie kurwiło. Czy wreszcie młode matki z wózkami (wciąż komunikacja kołowa), które idąc we trzy, każda ze swoim wózkiem, zostawiły za sobą trzy pasma śmierdzącego syfem dymu.

Wreszcie dziś, jak i wczoraj i przez kilkanaście ostatnich dni, moje nowe miasto. W tej jebanej Rumunii palacz na palaczu. To jest jakiś nieświadomy rytuał, że prawie każdy człowiek wysiadający na przystanku Rumia i udający się w kierunku biedronki, zapala papierosa, przez co w tunelu pod ulicą pływa zawiesina uniemożliwiająca oddychanie. Zastanawiam się nad pozostaniem na peronie przez kilka minut po wyjściu z pociągu, może wtedy będę mógł zrobić zakupy bez odruchu wymiotnego. A latem nawet w zaciszu mojego domostwa będzie przejebane, bo sąsiedzi nawet teraz, zimą było nie było, wychodzą na papierosa na dwór. Jak będzie cieplej to pewnie po pracy nie będą do wieczora schodzić z podwórka, które będzie zadymione jak ogarnięty pożarem burdel (tak, to z Sapkowskiego, i nie, nie ten kontekst).

Nie jestem za całkowitym zakazem palenia, ale za wyeliminowaniem go z przestrzeni publicznej. Niby mamy wolność, ale tylko dla palaczy, bo ci, co duszą się dymem, są zmuszani do szukania innych ścieżek ruchu, co nie zawsze jest możliwe.

W niektórych firmach (w mojej obecnej na szczęście nie) palacze mają nawet dodatkowe przerwy od pracy. W czasach, gdy pracowałem w gastronomii, popularne było na kuchni powiedzonko „kto nie pali, zapierdala”. No to zapierdalałem. W magazynie natomiast była przerwa na papierosa, i wszyscy musieli na nią iść, nawet ci, co nie palili. I wszyscy kisili się w dymie. Bo tak. Takie uprzywilejowanie osób, które są uciążliwe dla innych, jest frustrujące.

Wiem, że świata nie zmienię, wiem, że jeśli ktoś dotarł w czytaniu do tego momentu, a zna mnie osobiście (i do tego lubi sobie zafajczyć), może mnie w tej chwili wpisywać na czarną listę, ale wiem też, że nawet w małych przyjemnościach i rytuałach dnia codziennego warto pomyśleć o innych. Czy idąc chodnikiem i paląc papierosa, pomyślałaś jedna z drugim, że możesz komuś, kto właśnie Cię mija, zaszkodzić, albo chociażby unieprzyjemnić dzień? Czy papieros Twoim prawem ponad wszystko, a resztę jebać? Nie chcesz dbać o siebie, Twoja sprawa, ale zadbaj czasem o drugiego człowieka. Albo przynajmniej nie uprzykrzaj mu życia.

Lekko parafrazując Freda – dla mnie możecie te papierosy trzymać nawet w dupach, ale nie w moim pobliżu.

Share This:

3 komentarze

  • Mari 7 marca, 2020 at 10:41 pm

    A co za licho Cię przygnało do Rumunii? 😉 Ja na palaczy tu nie trafiłam, ale zaczynam upatrywać swoje „szczęście” w tym, że jestem zmotoryzowana i nie muszę spędzać czasu w towarzystwie innych, często dziwnych ludzi na przystankach ^^

    Reply
    • Juliusz Maretzky 7 marca, 2020 at 10:52 pm

      Tak wyszło, i co poradzić…
      A co do czterech kółek, to jedyne, na które mogę sobie obecnie pozwolić, to ślady po kubku z herbatą na biurku 😛

      Reply
  • Mari 8 marca, 2020 at 10:39 pm

    Mieszkam na takim zadupiu, że bez auta to się tu nie widzę – ot taka motywacja 😀

    Reply

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.