Dwie sroki vs. chmara kawek

Szłem łąką, kwiaty pachły, wiatek wiał…

…właściwie to szedłem chodnikiem, trawa była zdeptana, a wiatru ni cholery nie było. Zamiast niego z nieba lało się rozżarzone gówno.
Usłyszałem klaskanie, jakby wielki kaczor mokrymi łapo-płetwami człapał po chodniku. Obejrzałem się. Zobaczyłem coś dziwnego. W Trynce, w wodzie, o życie walczyła kawka. Waliła skrzydłami w powierzchnię wody, próbując się nie utopić, jednocześnie posuwała się naprzód, ku brzegowi. Na brzegu czekały na nią dwie sroki. Gdy kawka próbowała wyskoczyć na brzeg, została bezceremonialnie z niego zrzucona przez jedną ze srok. Po chwili znów spróbowała wydostać się z wody, tym razem uniemożliwiła jej to druga sroka. Z nieba na sroki spadła inna kawka. Dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę, że nade mną (i nad srokami) krąży chyba z pięćdziesiąt kawek, niemiłosiernie skrzecząc. Co chwilę któraś pikowała ostro w dół i nacierała na agresorów.

Ta sytuacja przypomniała mi, że wśród zwierząt też zdarzają się kutasy. Ale panuje również solidarność.
Tej drugiej bardzo brakuje w niektórych ludzkich grupach.

Share This:

2 komentarze

  • EmoMariFun Czerwiec 23, 2013 at 2:15 pm

    i kwestia gówna z nieba się wyjaśniła :”nade mną (i nad srokami) krąży chyba z pięćdziesiąt kawek, niemiłosiernie skrzecząc” 😀

    Reply
    • takisobiekoles Czerwiec 23, 2013 at 3:20 pm

      nie traktuj Pan życia zbyt dosłownie, Panie Miłośniku Emowania Mari 😛

      Reply

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.