Mord na kocie

Byłem u rodziców na weekend.

Pomyślałem sobie, że wrócę sobie na spokojnie do Gdańska w poniedziałek rano. Szybkie zakupy, by uzupełnić lodówkę, potem prościutko do domu.

I do komputera.

Mając porady od Peterlina, miałem również nadzieję na jak najszybszy powrót do mojego projektu (bo ja grę teraz piszę, takiego SUDa).

ALE NIE

Już w niedzielę wieczorem okazało się, że nici z szybkich zakupów, te bowiem miały się przedłużyć. A właściwie lista sklepów do odwiedzenia z jednoelementowej wydłużyła się do elementów trzech.

OTÓŻ

Ukochana moja wróciła do domciu wcześniej o dzień (w niedzielę właśnie) i chciała włączyć router, żeby sobie po internecie pośmigać. I wtedy rozległo się głośne

TUDUDUDUDUDUDUDU

No i co się okazało? Jebany kot oszczał listwę.

Nie, nie oszczał. Ojebał ją, kurwa, nie wiem jak mam to nazwać. Luba ma żaliła mi się przez telefon, że po wyjęciu wszystkich wtyczek z listwy, otwory tejże były zalane żółtą i cuchnącą cieczą.

Prawdopodobnie to, że odłączyłem wszystko od prądu uratowało nasze mieszkanie przed pożarem.

Ale to nie koniec. Listwa wylądowała w śmietniku, no bo wycioreksem i patyczkami przecież jej czyścić nie będziemy, ani też rozkręcać i ryzykować, że pożar wywołamy i tak. No więc listwa zaliczyła lot do kosza, a Ukochana po powrocie do pokoju celem wytarcia plam powstałych wskutek radosnego załatwiania się pieprzonego kota zauważyła, że ten zdążył przez te kilkanaście sekund naszczać tam znów…

ALE TO DALEJ NIE KONIEC

Zasrany futrzak nasrał do kuwety, poza kuwetę i obok kuwety, to samo zrobił ze szczochami. Naszczała tak, że kuweta przykleiła się do podłogi. Aha, no i smuga została na ścianie. Super partia kurwo.

Moja Ukochana zamiast relaksującego niedzielnego wieczoru zaliczyła przymusowe sprzątanie, bynajmniej nie ekspresowe.

A ja po podróży ze wszystkimi tobołami lazłem po zakupy spożywcze, po nową listwę do elektrycznego i po spreja odstraszającego na koty do zoologa. A po powrocie do domu czekało mnie wycieranie kabli i wtyczek, odkurzanie, podłogi mycie i kilka innych, mało przyjemnych drobiazgów.

Przysięgam, kiedyś nie zdzierżę i zapierdolę skurwiałego futrzaka. Zajebię go na kotleta, rozpierdolę na śmierć.

A teraz znowu żre i pewnie znów będzie rzygać. Czwarty raz dzisiaj. Tym razem wytrę te rzygi nią samą…

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.