Rozwijam ci ja się, czy-li uwsteczniam?

Mówi się, i ja w wielu przypadkach się z tym stwierdzeniem zgadzam, że do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. Co za dzieciaka nie smakuje, w życiu dorosłym smakować już może. Jak na przykład piwo. Chociaż ono może nie jest tu dobrym przykładem, bo w okresie mojego dzieciństwa koledzy pijali najtańsze szczochy (wiadomo, żeby za marne kieszonkowe uchlać jak najwięcej). Natomiast będąc już na studiach, odkryłem piwo, a nawet piwa, które smakują, i to nie jak rozwodniony roztwór krowiego moczu. I kosztują też odpowiednio więcej.

Przykład sprzed chwili

Jebany sierściuch…

Za dzieciaka każdy chciał kotka, pieska, ptaszka, bo to fajne, głaskać można, bawić się, tarmosić, SPAĆ ZE ZWIERZAKIEM.

…się zgrzygał na swój zamek!

A dorosły widzi te wszystkie obowiązki, które wokół zwierzaka narastają. Psa trzeba wyprowadzać na spacer, sprzątać po nim gówna, kota trzeba czesać, sprzątać po nim gówna

i rzygi

i nawet ptakiem trzeba się opiekować, bo papuga potrafi umrzeć ze smutku, że nie poświęca się jej wystarczająco dużo uwagi.

Ale tego kota to ja kiedyś na serio zapierdolę.

No i co jeszcze mamy?

Książki

Za dzieciaka to się czytało Jasia i Małgosię, Czerwonego Kapturka, Pana Kleksa (jakieś dwadzieścia do pięćdziesięciu razy plus raz całkiem niedawno). Za starszego dzieciaka sięgnęło się po Władcę Pierścieni(c), Wiedźmina, Potopu zdzierżyć nie mogąc. Potem złapałem Lód Jacka Dukaja. To była krowa. Obszerna, ciężka wagowo i treściowo. Złapałem za kilka pozycji z górnej półki tak zwanej twardej SF. I…

…teraz czytam Harrego Pottera.

Próbowałem czytać ostatnio Dukaja, ale mi ciężko, więc go odłożyłem. Szatańskie Wersety mi nie podeszły. Drugie podejście do Ulissesa spełzło na niczym. A Pottera połykam jak niewinny ministrant obietnice proboszcza.

Wspomnianego Pana Kleksa całkiem niedawno też wypożyczyłem z biblioteki, i czytając go bawiłem się tak samo dobrze, jak w dzieciństwie. BA! Nawet lepiej! Okazuje się, że jest tam sporo odniesień i podtekstów, które są niewyłapywalne dla dzieci, natomiast dorosłych mogą przyprawić o rumieniec.

Powiedzcie to tym, którzy nigdy nie czytali, za to w głowie mają wyłącznie psychodeliczną kreację Piotra Fronczewskiego. Czy normalny, dorosły, poważny człowiek powinien czytać takie rzeczy?

A może w sumie jebać to? Już kiedyś na ten temat pisałem, ale z nieco innej strony. Bo w sumie w czytaniu dla przyjemności chodzi właśnie o to, żeby to czytanie sprawiało przyjemność. A skoro Joyce, Rushdie czy Dukaj tej przyjemności mi nie dają, to czas zwrócić się w stronę blondynki z Wysp i cyklu, który przez Benedykta XVI został uznany za dzieło imć Szatana.

Zresztą Mamusia chwaliła, a jej w tej kwestii ufam, bo gust mamy obszarami bardzo podobny.

W gimnazjum dzięki niej poznałem Wiedźmina, a ona kilka lat temu dzięki mnie Grę o tron.

Jeśli ktoś uważa, że w pewnym wieku pewnych rzeczy czytać nie wypada, niech sam się zastanowi, czy nie ma czasem jakichś własnych „guilty pleasures”. Do moich właśnie dołączył Harry Potter.

Profesor Ambroży Kleks i tak jest największym kozakiem wśród kozaków.

Share This:

No Comments

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.