Tag Archives : Anita

X.


Siedział otępiały. Przerażony. Jego siostra miała nietęgi wyraz twarzy. – Co się z tobą ostatnio dzieje? – zapytała, jakby z wyrzutem. Popatrzył na nią bez zrozumienia. – Ostatnio świrujesz. Chłopak skrzywił się i zamruczał coś pod nosem. – Znów mruczysz. Ciągle mruczysz, ciągle od ciebie czymś wali albo… – Co? O czym ty gadasz? Share This:

IX.


Znów stał na balkonie w domku rodziców na wsi. Powoli zapadał zmierzch. Wiatr kołysał gałęziami drzew, szeleścił liśćmi. Ostatnie ptaki ćwierkały swoje radosne „dobranoc”. Chłopak wsadził ręce do kieszeni, zaczynały grabieć z zimna. Zimny powiew rzucał jego włosami na wszystkie strony, co chwilę zasłaniając oczy, ale jemu to nie przeszkadzało. Myślał. Myślał o pewnej dziewczynie, z którą łączyło go coś…

VIII.


Unosił się w jakiejś dziwnej zawiesinie. Transcendentalnym kisielu. Unosił się, to znaczy czuł, że się unosi, nie mógł tego stwierdzić, bo wokół nie było widać niczego, w czym mógłby się unosić. Pływać, jest lepszym określeniem na to, co odczuwał. Bo odczuwał. Chciał spojrzeć na swoją rękę, ale próba podniesienia jej do oczu zakończyła się porażką. Spróbował schylić głowę – nie…

VII.


Początkowa euforia szybko opadła. Poza mormorando Anita nie była w stanie nic wycisnąć ze swojego gardła. Nic, to znaczy nic, co przypominałoby słowo, lub choćby sylabę. Niemniej, osiągnęli pewien sukces, i nie zamierzali się zniechęcać, jednak nie poświęcali na ćwiczenia tyle czasu, co przed pamiętnym wieczorem przy armacie. Stwierdzili, że o tej porze roku nie warto zamykać się w czterech…

VI.


Domek na wsi…osoba, która wybrała imię „Tars” stała na balkonie. Był wieczór, słońce już zaszło, pozostawiając jedynie słabą łunę nad horyzontem. Drzewa, złowrogo powyginane, szumiały wiatrem przelatującym między ich nagimi jeszcze gałęziami. Chłopak, Tars, stał, opierając się przedramionami o balustradę. Marzł, ale o to właśnie mu chodziło. Chciał ochłodzić swoją gorącą głowę. Jak zwykle przy takiej scenerii, zebrało mu się…

V.


„Tarsycjusz…nieco idiotyczne imię…ale bardzo bliskie mi z pewnych względów. Dlatego je wybrałem…” „Anita…imię to nic dla mnie nie znaczy…nie znaczyło do tej pory. Teraz znaczy bardzo wiele. Jest ucieczką, ostoją, magazynem pozytywnych emocji. Byle się tylko nie zakochać…” „Mrówka…pracowitość w pełnej swej krasie…zarówno ona, jak i ja…” Share This:

IV.


Obudził się nad ranem w swoim łóżku. Cały czas przesuwał sobie w myślach obrazy z poprzedniego dnia. Mimo, iż był świeżo rozbudzony, a poranek był dość chłodny, ciągle był pod wrażeniem Anity. Był nią, delikatnie mówiąc, zafascynowany. Początkowe odczucie przeciętności ustąpiło zachwytowi nad urodą dziewczyny. W głowie przypominał sobie rysy jej twarzy, śliczny mały nosek, zaciśnięte usta, falujące włosy o…

III.


Minęło kilkanaście minut. Może nawet pół godziny. Siedzieli, jedli zamówione przez Tarsa gotowane kartofelki (specjalność pewnego grubego niziołka) w potrawce z królika i rozmawiali. Co prawda żadne z nich nie miało pewności, że mięso przeplatane ziemniakami (lub na odwrót) naprawdę było kiedyś królikiem. A rozmowa wyglądała jak monolog. Tars mówił, Anita odpowiadała krótkimi wyrazami na kartkach, albo kiwała głową na…