Wiatr na twarzy, słońce we włosach

Dziś, pierwszy raz od niepamiętnych (nie wiem dlaczego, ale w pierwszym odruchu moje palce wystukały „niepamiętniczych”) czasów, wyszedłem z domu bez maseczki na mej zakazanej facjacie. Świat mógł zobaczyć mą twarz w całości, nacieszyć się nią, a nacieszywszy wrócić do swych codziennych zajęć. To znaczy mógł, ale z pewnych względów tego nie zrobił.

Czułem wiatr w moich zbyt długich już włosach na głowie, podmuchy cieplejszego z każdym kolejnym dniem powietrza szeleściły przyjemnie w moim niezbyt już przyjemnie odrastającym zaroście. Wiosna! Wolność! Świeża, niefiltrowana przez żaden materiał na twarzy atmosfera!

Spacerowałem z wolna, bez celu, ciesząc się możliwościami. Może po płytkach chodnikowych? A może po trawie? A może zajrzę na budowę, przecież to żabi skok stąd, już widzę robotników krzątających się wśród kurzu i cegieł.

Jak można się było spodziewać, dość szybko zrezygnowałem jednak ze spaceru. Wolność wolnością, ale tegoroczny maj, mimo iż coraz cieplejszy, do najcieplejszych jednak miesięcy zdecydowanie nie należy. Zrobiłem więc w tył zwrot, w stronę domu, gdyż w samych kapciach trochę zimno w stopy.

I tak się skończył spacer po ogrodzonym ogródku koło domu.

Share This:

No Comments

Leave a Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.